Szczeciński oddział Rodzimej Wiary zorganizował wyprawę w jedno z najświętszych miejsc słowiańszczyzny - do Arkony na wyspie Rugia, oraz innych ważnym miejsc tej wyspy. Relację z niej przedstawia drug Tomasz:

"Wyprawę na Rugię planowano już od czasu tegorocznego Święta Plonów i doszła ona do skutku w sobotę, 22 listopada. Punktem zboru był Plac Sprzymierzonych w Szczecinie, a piękna pogoda, jasno świecące Słońce i bezchmurne niebo wskazywały, że miła jest ona Świętowitowi. Rugia odległa jest od grodu Trzygłowa mniej więcej o 120 kilometrów, a sama podróż, na potrzeby której zostały wynajęte dwa busy, przebiegała bez większych zakłóceń (oprócz przeprawy na Witów, która ze względu na zmylenie drogi przez kierowców nie odbyła się po grobli łączącej dwa punkty wyspy rozdzielone morzem, lecz promem, za który musieliśmy dodatkowo zapłacić). Podczas jazdy moją uwagę skupiłem głównie na podziwianiu krajobrazu roztaczającego się za oknem i cieszyła moje serce świadomość, że podróżujemy po Połabiu, terenach dawnego osadnictwa Lechitów. Krajobraz, by tak rzec, jest "nasz", nie odbiega od tego, który możemy podziwiać podróżując przez gościńce Pomorza.

Pierwszym przystankiem, zanim jeszcze dotarliśmy na wyspę, był Strzałów, który Niemcy nazywają w swoim języku Stralsund. Piękne, urokliwe miasteczko nad Bałtykiem, z urzekającą starówką i wąskimi uliczkami, nie przytłaczało nowoczesną zabudową i sięgającymi wysoko ponad głowy wieżowcami, lecz zachęcało do zwiedzania i pozostania dłużej. Czas niestety naglił (przed zmierzchem jeszcze chcieliśmy dotrzeć do Arkony, by złożyć Świętowitowi uroczystą trzebę), więc skierowaliśmy się niezwłocznie do miejsca, które było właściwym celem naszego postoju w Strzałowie, mianowicie "Kulturhistorisches Museum". Z zewnątrz było ono dość niepozorne, niemniej jednak zawierało bogaty zbiór eksponatów, rozmieszczony na kilku piętrach, który prowadziła zwiedzających w prawdziwą podróż przez historię od neolitu po... NRD. Szkoda tylko, że przy żadnym obiekcie nie można było uświadczyć tabliczki w języku angielskim, wszystkie opisy muzealnej kolekcji sporządzone były bowiem w języku niemieckim.

Kolejnym przystankiem, i najważniejszym w całej wyprawie, była Arkona czy raczej miejsce, gdzie niegdyś wznosiły się jej wały i zabudowania wraz ze wspaniałym chramem, a które teraz trwają jedynie w naszej pamięci. Przypominam sobie zdziwienie kierowcy, który pytał: "A co wy tam chcecie właściwie oglądać? Przecież tam nic nie ma." Odpowiedziałem tylko, że miejsce to ma dla nas znaczenie symboliczne, nie wdając się w szczegóły- sądzę bowiem, że każdy z nas pojechał tam, by patrzeć nie tylko oczami, ale przede wszystkim sercem... Cieszy fakt, że przy wejściu na klif znajduje się posążek Świętowita oraz tabliczka przedstawiająca "Die Gotter der Rugenslawen", bogów plemienia Ranów: Świętowita, Rujewita, Porewita i Porenuta oraz Wyszomira-Pizamara.

Jeśli powiem, że krajobraz świętej wyspy Rany zapiera dech w piersiach, będzie to tylko powierzchowne nakreślenie istoty zjawiska. Znaleźliśmy się w wyjątkowym miejscu, a pogoda dobitnie podkreślała jego charakter: na niebie zawisły szare, ciężkie chmury, Strzybóg rozpuścił dzikie wichry, a gniewny Bałtyk chłostał bezlitosnymi razami piękny w swym surowym majestacie Półwysep Witowski, który dźwigał niegdyś na swych potężnych barkach Troję Północy. Ustawiliśmy się w półkolu, pod rosnącą opodal leszczyną, zwracając twarze w stronę, gdzie znajdowała się arkońska kącina. Igor, odziany w stój żercy, zadął w róg do głosu, obracając się po kolei we wszystkie strony świata, by obwieścić nasze przybycie, po czym ujął róg wypełniony miodem i wylał obiatę mocarzowi o czterech obliczach, pozdrowiwszy go pierwej uroczystą modłą. Róg z trunkiem powędrował wśród zgromadzonych, a każdy w sercu wspominał chrobrych Ranów o nieugiętych sercach. Nie pomylę się chyba, gdy powiem, że po raz pierwszy od 1168 roku róg i miecz, atrybuty Świętowita, zostały złożone na arkońskim klifie i uczczone przez Słowian...

By dopełnić naszej wyprawy, chcieliśmy odwiedzić jeszcze dwa miejsca, mianowicie Altenkirchen i Górę (Bergen), ponieważ w znajdujących się tam kościołach przetrwały dwie "baby" kamienne, które zdobią teraz ich mury. W Altenkirchen doznaliśmy niestety porażki, ponieważ wizerunek Świętowita znajduje się wewnątrz kościoła, a ze względu na to, zapadł już zmierzch, kapłan Chrystusa, który opiekował się tym przybytkiem, nie chciał wpuścić nas do środka (w ogóle Niemcy są narodem o dziwnych obyczajach- o godzinie 16 miasta jakby zamierają, ulice są puste i wszystko jest pozamykane, także nie było nawet gdzie zjeść pożywnego posiłku i się ogrzać). W Górze (Bergen) natomiast sytuacja przedstawia się zgoła inaczej, bowiem "baba" jest wmurowana w ścianę kościoła od strony zewnętrznej. Stłoczyliśmy się wokół niej, Igor postawił obok kamiennej rzeźby niewielki posążek Trzygłowa na znak naszej tutaj bytności, po czym każdy, kto chciał, wetknął w ziemie u stóp kamiennego idola drobną monetę na ofiarę.

Podróż powrotna minęła szybko i sprawnie, przyjazd do Szczecina nastąpił około 21.30. Myślę, że wyprawa na Rugię napełniła nas wszystkich siłą i wewnętrzną mocą- pozostanie niezapomniana, tak samo jak niezapomniana pozostanie Arkona."

Logowanie

Najbliższe święto

Szczodre gody 23.12.2017 20:00 10 Dni Szczodre gody

Ostatnio na forum

1996-2017 Rodzima Wiara
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος