TEMAT: Dlaczego rodzimowierstwo? - pyta chrześcijanin

Dlaczego rodzimowierstwo? - pyta chrześcijanin 2 tygodni 6 dni temu #8724

  • Wodrik
  • Wodrik Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Ario(lo)vistus maga te runy.
  • Posty: 142
To jest ciekawsze, nacjonalizm vs coś nie wiadomo co... trochę ta gościnność chyba się ogranicza tylko do deklaracji jak gada ktoś nie po naszej myśli to głupi zielonoświątkowiec, po półgodzinie tego gadania, przez godzinę co trochę swastyka, swastyka, typowy gonienie się psiaczka za ogonkiem, rozety też jest u nas pełno ale też to jest zbyt światowe, swastyki nigdy nie używam i uważam za symbol kosmopolityczny, zresztą widać jakie mam symbole Ladon(Łado), strzałka-gwiazda Awarisa, chociaż może być to i być gwiazda Saturna, Selencja czyli Luna.



@elifelet

Jesteś tu przypadkiem czy może z misją ewangelizacyjną, widzę głupi nie jesteś od razu załapałeś, że ze mną sobie nie pogadasz i swoich palestyńskich bajek mi nie wciśniesz, ale krótko trzymaj się tego jesteś bogu "po nic", jeżeli wierzysz w Biblie to od czasu do czasu bogu i diabłu do zakładu, aby sprawdzić jak silny jest u takich i owych fatalizm, tak jak u Hioba.

ps.
Tak w ogóle co do historii jestem już jej na 100% pewny. Teraz odkrywam bardziej magię czyli naukę, tych starożytnych słowińskich mędrców (wzmianka z X wieku na samym końcu tekstu), najbardziej znany jest Awaris.

Sto województw tysiąca czyli Suevia - "trzymał województwo tysiąca" = "kraj ich ma sto okręgów plemiennych, z których rokrocznie wyprawiają za granicę w celach wojennych po tysiąc zbrojnych" (województwo tysiąca = okręg tysiąca zbrojnych)
Ostatnio zmieniany: 2 tygodni 6 dni temu przez Wodrik.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dlaczego rodzimowierstwo? - pyta chrześcijanin 2 tygodni 6 dni temu #8725

  • Vilkan
  • Vilkan Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 69
1. Rodzimowierstwo jest dla mnie wybraną świadomie wiarą, częścią tożsamości. A wiarę o bogach czerpię z różnych źródeł (internet, nieraz się dorwę do jakiejś publikacji) oraz z własnego dochodzenia: obserwując świat poznawalny i rozmyślając nad nim oraz nad tym, co niematerialne. A czego bogowie oczekują? Sądzę, że świadomości naszego współistnienia w naturze, we wszechświecie oraz dążenia do dobra i szacunku wobec nich samych, względem ludzi, wartości i innych.

2. Najpierw byłem katolikiem (a w sumie heretykiem jak większość ludzi) przez 14 lat. Moja chrześcijańskość stopniowo się jednak wytracała: zawodziła mnie religijność ludzi, brakowało uzasadnienia dla wiary w Boga, nie czułem w ogóle potrzeby modlenia się, kontaktu z Bogiem, zacząłem się negatywnie odnosić do Kościoła i poglądów oraz postaw biblijnych. I tak w połowie 2. klasy gimnazjum szybko – choć bez większych "zrywów" – zostałem ateistą. Ale nie na długo. W czasie wakacji tego samego roku trafiłem przypadkowo w wikipedii na artykuł o rodzimowierstwie. Potem odwiedziłem strony takie jak ta, parę blogów, obejrzałem nieco filmów. I tak się to rozwijało. I już w grudniu nie obchodziłem Bożego Narodzenia, ale Szczodre Gody.

A co mnie przekonało? Jest to wiara, która zgadza się z moją tożsamością, bo z jednej strony ma swoją szczególność, swój motyw duchowości, z jakimi się mogę utożsamiać, a z drugiej – jako wiara niedogmatyczna – pozostawia mi swobodę, co – jako że wiara to rzecz osobista przede wszystkim – jest dla mnie dość ważne. Poza tym zdecydowanie jestem patriotą, a nawet narodowcem (chociaż nie stereotypowym katolikiem i homofobem), i darzę uczuciem swój naród i kraj oraz całą Słowiańszczyznę i Słowian. A rodzimowierstwo jest z tym nierozerwalnie powiązane, bowiem to jest właśnie nasza rodzima wiara, część naszej przyrodzonej tożsamości.

Są to powody osobiste, uczuciowe i mistyczno-flizoficzne, a nie czysto naukowe. Ale dlatego rodzimowierstwo jest wiarą, a każda wiara jest niedowiedzionym przekonaniem. Inaczej byłaby nauką :P
Czy szczęśliwi są ludzie,
Którzy żyją w ułudzie?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dlaczego rodzimowierstwo? - pyta chrześcijanin 2 tygodni 2 dni temu #8729

@Vilkan, dzięki za Twoją historię i w ogóle za wyczerpującą odpowiedź.
A co mnie przekonało? Jest to wiara, która zgadza się z moją tożsamością, bo z jednej strony ma swoją szczególność, swój motyw duchowości, z jakimi się mogę utożsamiać, a z drugiej – jako wiara niedogmatyczna – pozostawia mi swobodę, co – jako że wiara to rzecz osobista przede wszystkim – jest dla mnie dość ważne. Poza tym zdecydowanie jestem patriotą, a nawet narodowcem (…), i darzę uczuciem swój naród i kraj oraz całą Słowiańszczyznę i Słowian. A rodzimowierstwo jest z tym nierozerwalnie powiązane, bowiem to jest właśnie nasza rodzima wiara, część naszej przyrodzonej tożsamości.

Cóż, jako chrześcijanin mógłbym powiedzieć coś takiego:

„Co przekonało mnie do chrześcijaństwa? Jest to wiara, która zgadza się z moją tożsamością, bo z jednej strony ma swoją szczególność, swój motyw duchowości, z jakimi się mogę utożsamiać, a z drugiej – jako wiara dogmatyczna – dała mi jasne, konkretne odpowiedzi na pytania, które dręczyły mnie przez lata. Poza tym zdecydowanie jestem przywiązany do kultury europejskiej i tysiącletniej polskiej tradycji, i darzę uczuciem swój naród i kraj oraz całą Europę i Europejczyków. A chrześcijaństwo jest z tym nierozerwalnie powiązane, bowiem to jest właśnie wiara, która ukształtowała kulturę nowożytnej, średniowiecznej oraz późnoantycznej Europy, część naszej głęboko zakorzenionej tożsamości.”

Mam nadzieję, że nie będziesz miał pretensji o ten mały plagiat ;) Dokonałem go, żeby pokazać, że dokładnie w ten sam sposób można ukazywać piękno chrześcijaństwa.
Czy uzasadnienie mojego przekonania przekonało Cię do tego, że obiektywnie istnieje jeden, najwyższy, osobowy, chrześcijański Bóg Stwórca, którego istnienie wyklucza istnienie wszelkich innych bogów? Nie sądzę :P Mógłbyś oczywiście powiedzieć, że po co w ogóle się przekonywać, Ty masz swoje
powody osobiste, uczuciowe i mistyczno-filozoficzne

a ja mam swoje, i niech każdy pozostanie przy swoim zdaniu, w czym problem?

Problem w tym, że rzeczywistość jest jaka jest. I nasze osobiste wrażenia, uczucia i mistyczne doświadczenia mogą prowadzić nas na manowce przekonań niezgodnych z tym, jaka jest ta rzeczywistość.

Na przykład: gdyby wszyscy ludzie na świecie pod wpływem filmików na YouTubie uznali, że Ziemia jest płaska, to wciąż w żaden sposób nie wpłynęłoby na jej kształt. Idąc dalej, gdybym z powodów osobistych i uczuciowych uznał, że grawitacja nie istnieje, czy to w jakikolwiek sposób wpłynęłoby na mój stan po skoczeniu z dachu wieżowca na betonowy chodnik? Analogicznie: albo Bóg chrześcijan istnieje, albo nie; a jeśli istnieje, to nie zmienią tego niczyje osobiste odczucia, choćby takie same odczucia mieli wszyscy ludzie na świecie.

Piszesz, że
dlatego rodzimowierstwo jest wiarą, a każda wiara jest niedowiedzionym przekonaniem. Inaczej byłaby nauką :P

Ale pomiędzy nauką (rozumianą, przynajmniej przez Wikisłownik, jako „usystematyzowana, wielokrotnie rzeczowo weryfikowana i rzetelna wiedza”) a przekonaniem przyjmowanym wyłącznie z powodów osobistych, uczuciowych i sentymentalnych, jest jednak dość dużo miejsca dla wielu innych rodzajów przekonań o różnym stopniu pewności. Wiara religijna nie jest oczywiście dowiedziona w sposób naukowy, ale to nie oznacza, że musi być kompletnie nieuzasadniona w obiektywny sposób. Ogólnie rzecz biorąc, w Biblii wiara jest przeciwstawiana raczej zmiennym emocjom i doświadczeniom zmysłowym, niż rozumowi. Na przykład:

„Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” (List do Hebrajczyków 11:1)
„Gdyż w wierze, a nie w oglądaniu pielgrzymujemy” (II List do Koryntian 5:7)
„Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (Ewangelia Jana 20:29)

I tak dalej. Więc stwierdzenie „Wierzę w Boga” nie musi oznaczać „Nie mam żadnych obiektywnych powodów, żeby uznawać istnienie Boga, ale i tak je uznaję, bo tak mi się podoba”. Cóż godnego pochwały byłoby w takim podejściu? Dlatego „Wierzę w Boga” ja rozumiem raczej jako „Nie widzę Boga i często nie czuję Jego obecności, ale mam całkiem rozsądne powody, żeby uznawać, że to On stworzył świat i nim kieruje”.
Innymi słowy, trzymam się definicji C. S. Lewisa: „(…) wiara to sztuka trzymania się rzeczy raz przyjętych rozumowo, na przekór zmiennym nastrojom” (Chrześcijaństwo po prostu, Media Rodzina, s. 141).
Chrześcijanie od czasów starożytnych zajmują się tzw. apologetyką, czyli obroną wiary; uzasadnianiem, dlaczego wiara chrześcijańska po prostu ma sens. Moglibyśmy pogadać o tym, co chrześcijaństwo ma do zaoferowania na uzasadnienie swojej słuszności, ale ponieważ to forum rodzimowiercze, chciałem najpierw dowiedzieć się, czy coś takiego ma do zaoferowania rodzimowierstwo ;)

Niezależnie od tego, jak się do tego odniesiecie @Gryzek i @Vilkan, zachęcam wszystkich do udzielania odpowiedzi (byle tylko na temat) i opowiadania swoich historii o tym, jak doszliście do rodzimowierstwa ;)
Ostatnio zmieniany: 2 tygodni 2 dni temu przez elifelet.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dlaczego rodzimowierstwo? - pyta chrześcijanin 2 tygodni 2 dni temu #8730

  • Gryzek
  • Gryzek Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 41
(…)Poza tym zdecydowanie jestem przywiązany do kultury europejskiej i tysiącletniej polskiej tradycji, i darzę uczuciem swój naród i kraj oraz całą Europę i Europejczyków. A chrześcijaństwo jest z tym nierozerwalnie powiązane, bowiem to jest właśnie wiara, która ukształtowała kulturę nowożytnej, średniowiecznej oraz późnoantycznej Europy, część naszej głęboko zakorzenionej tożsamości.

W zasadzie to kulturę zachodnioeuropejską tworzyli Celtowie. Kościół jedynie przejął pałeczkę i wplótł swoją narrację do „starych” zwyczajów. Podobnie było i w Polsce, kościół wplótł swoją narrację do „pogańskich” zwyczajów. Obecnie mamy dzień wszystkich świętych. Dawniej były to Dziady jak pewnie wiesz. Ludzie próbowali kontaktować się z duszami przodków, które przybywały z Nawii. Palono dla nich ogniska, które miały wskazać duszy drogę, a także pozwalały się jej ogrzać oraz uniemożliwić przejście do naszego świata złym duchom, demonom. Dziś rolę takiego ognia odgrywają znicze. Podobnie kościół wplótł swoją interpretację w Boże Narodzenie, kiedy to należy zostawić jedno miejsce przy stole dla wędrowca. Kiedyś miejsce to było przeznaczone dla Dziadów, czyli właśnie dusz przodków.

Oczywiście masz rację, że później chrześcijaństwo miało ogromny wpływ na kulturę europejską, nie da się zaprzeczyć. Jednak ilu z tych ochrzczonych chrześcijan jest później regularnymi wiernymi, którzy pielęgnują swoją wiarę. Jest w Rosji takie powiedzenie, że; typowy rusek zjawia się w kościele (cerkwi) podczas chrztu i podczas pogrzebu ;) Często podczas świąt można zauważyć, że wierni obchodzą je bardziej z przywiązania i pod wpływem kultury, w której się wychowali. Moim zdaniem, nie o to w wierze chodzi.
Droga do szczęścia odbywa się poprzez porzucenie przywiązań. Bardzo trafnie opisał to Anthony De Mello w „Wezwaniu do miłości”.

Nie o tym jednak mieliśmy rozmawiać.
„Wierzę w Boga” ja rozumiem raczej jako „Nie widzę Boga i często nie czuję Jego obecności, ale mam całkiem rozsądne powody, żeby uznawać, że to On stworzył świat i nim kieruje”.

Za czasów bycia katolikiem miałem to samo z tym „nie czuciem obecności”. Chociaż w sumie u zielonoświątkowców na każdym spotkaniu ludzie mdleją od nadmiaru ducha świetego :P

A swoją drogą, mógłbym spytać jakie to są, te powody, żeby uznawać, że to Bóg stworzył świat?

Oczywiście, w żaden sposób nie mam zamiaru Cię sprawdzać drogi @Elifelecie, jestem po prostu ciekaw.

P.S
Wybaczcie mi błędy w tekście, ale piszę na szybko z telefonu.
Ostatnio zmieniany: 2 tygodni 2 dni temu przez Gryzek.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dlaczego rodzimowierstwo? - pyta chrześcijanin 2 tygodni 15 godzin temu #8732

  • Vilkan
  • Vilkan Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 69
Cóż, jako chrześcijanin mógłbym powiedzieć coś takiego:

„Co przekonało mnie do chrześcijaństwa? Jest to wiara, która zgadza się z moją tożsamością, bo z jednej strony ma swoją szczególność, swój motyw duchowości, z jakimi się mogę utożsamiać, a z drugiej – jako wiara dogmatyczna – dała mi jasne, konkretne odpowiedzi na pytania, które dręczyły mnie przez lata. Poza tym zdecydowanie jestem przywiązany do kultury europejskiej i tysiącletniej polskiej tradycji, i darzę uczuciem swój naród i kraj oraz całą Europę i Europejczyków. A chrześcijaństwo jest z tym nierozerwalnie powiązane, bowiem to jest właśnie wiara, która ukształtowała kulturę nowożytnej, średniowiecznej oraz późnoantycznej Europy, część naszej głęboko zakorzenionej tożsamości.”

Elifelecie, owszem mógłbyś. Ale rozwiń, o jakie pytania Ci chodzi (w odniesieniu do wiary dogmatycznej). A także powiedz, czy rzeczywiście chrześcijaństwo – jako w końcu wiara dogmatyczna – jest zgodna z Tobą czy może są takie sfery, w których to Ty musiałeś się do chrześcijańskich zasad przystosować. A pretensji nie mam; nawet mi miło, że zainspirowałeś się moim ukazaniem piękna wiary. Po prostu mnie coś ciekawi.

A, przy sposobności:
darzę uczuciem swój naród i kraj oraz całą Europę i Europejczyków.

Ja także i dlatego popieram też rodzime religie wszystkich Europejczyków, a nawet Indoeuropejczyków; czy to Grecy, czy Celtowie, czy Persowie, czy inni ^^ Ale – z naturalnych przyczyn – ze słowiańską rodzimą wiarą najbardziej jestem związany.
Problem w tym, że rzeczywistość jest jaka jest. I nasze osobiste wrażenia, uczucia i mistyczne doświadczenia mogą prowadzić nas na manowce przekonań niezgodnych z tym, jaka jest ta rzeczywistość.

Na przykład: gdyby wszyscy ludzie na świecie pod wpływem filmików na YouTubie uznali, że Ziemia jest płaska, to wciąż w żaden sposób nie wpłynęłoby na jej kształt. Idąc dalej, gdybym z powodów osobistych i uczuciowych uznał, że grawitacja nie istnieje, czy to w jakikolwiek sposób wpłynęłoby na mój stan po skoczeniu z dachu wieżowca na betonowy chodnik? Analogicznie: albo Bóg chrześcijan istnieje, albo nie; a jeśli istnieje, to nie zmienią tego niczyje osobiste odczucia, choćby takie same odczucia mieli wszyscy ludzie na świecie.

Zgadzam się, nie zaprzeczyłem i nie zaprzeczam. Jeśli istnieją bogowie, Bóg lub inne siły wyższe – to niewiara ich nie znosi, a jeśli ich nie ma, to wiara ich nie stworzy.
Ale pomiędzy nauką (rozumianą, przynajmniej przez Wikisłownik, jako „usystematyzowana, wielokrotnie rzeczowo weryfikowana i rzetelna wiedza”) a przekonaniem przyjmowanym wyłącznie z powodów osobistych, uczuciowych i sentymentalnych, jest jednak dość dużo miejsca dla wielu innych rodzajów przekonań o różnym stopniu pewności.

Też się zgadzam i także nie zaprzeczyłem. Jakkolwiek religie są przekonaniami i nie są dowiedzione – nie ma przecież obiektywnych, wiarygodnych dowodów na to, czy prawda leży po stronie rodzimowierstwa, chrześcijaństwa, islamu, hinduizmu, buddyzmu czy innej wiary. Ogólnie wszelkie dowody na słuszność religij nie są zbyt przekonujące, a jednak każda jakieś znajdzie – i zapewne często będą się one powtarzać. Szukać wśród nich zaś rzeczywiście rzetelnych, obiektywnych dowodów ciężko bądź wręcz próżno. Nie mają też wierzenia takiego stopnia prawdopodobieństwa, aby błędem było nazwać je "niedowiedzionym przekonaniem". Jest to po prostu powiedziane "nieprzyjemnie" – ale celowo ;)
„Nie widzę Boga i często nie czuję Jego obecności, ale mam całkiem rozsądne powody, żeby uznawać, że to On stworzył świat i nim kieruje”.

Tak mógłby powiedzieć i rodzimowierca, i jeszcze wyznający inną religię. Czy jednak na pewno będą to rozsądne powody? Rzeczowe dowodzenie religii najczęściej podejmuje się poprzez filozofię (inne nauki sobie całkiem dobrze radzą bez religii). Filozofia jest oczywiście bardzo szlachetną nauką, ale nie daje pewnych odpowiedzi na wszystkie pytania. Co więcej: zależnie od przyjętego poglądu i nurtu, te odpowiedzi mogą być inne. Zatem filozofią można dowodzić istnienia oraz nieistnienia każdego bóstwa. Chyba że masz na myśli inne rozsądne powody.
„Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” (List do Hebrajczyków 11:1)
„Gdyż w wierze, a nie w oglądaniu pielgrzymujemy” (II List do Koryntian 5:7)
„Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (Ewangelia Jana 20:29)

Co do 1. przykładu jeno odniosę się, że w nim samym jest stwierdzenie, iże wiara jest przeświadczeniem. A takiej absolutnej pewności co do swoich przeświadczeń bym nie zalecał :P
Ogólnie nie powiedziałbym, że w tych przykładach potępia się zmysły (bo tu akurat o uczuciach nic nie ma). Tu się potępia brak ufności i poszukiwanie dowodów. W wypadku cytatu z Ewangelii Jana popierana jest wiara osadzona właśnie na zaufaniu i pewności w przekonania, a nie na rozsądku. Tomasz nie uwierzył, że ktoś, kogo ukrzyżowano i złożono w grobie, mógł ot tak się ponownie ukazać. Takie wątpliwości są napędzane zdroworozsądkowym podejściem. A wkładanie palców w rany to weryfikacja, doświadczenie – rzecz nieobca nauce. Pamiętajmy, że zmysły mogą być przedłużeniem rozsądku, metodą sprawdzenia. Zresztą już św. Tomasz z Akwinu stwierdził, że rozum posługuje się zmysłami i nawet że od nich winien zacząć się proces poznania.
W II Liście do Koryntian zaś nie powiedziałbym, żeby zmysły były jakoś szczególne wyklęte. Cała wymowa wskazanego przez Ciebie fragmentu traktuje o tym, że ciało jest śmiertelnym naczyniem, oddalającym człowieka od Boga. Zmysły można tu potępić za samo to, że są z ciałem związane.

Z Lewisem się nie zgodzę, a przynajmniej nie całkowicie. Jego wypowiedź można odnieść do niego (choć wątpię, żeby się do niej w zupełności stosował), lecz nie do każdego człowieka. Po pierwsze: przyjęcie wiary łączy się z powodami pozarozsądkowymi, co po prostu można zauważyć, a od czego ciężko uciec. Po drugie – odnosząc się do definicji z wikisłownika – wiarę, skoro przyjmuje się rozumowo, powinno się stale albo choć wielokrotnie weryfikować, a nie jeno raz.
Chrześcijanie od czasów starożytnych zajmują się tzw. apologetyką, czyli obroną wiary; uzasadnianiem, dlaczego wiara chrześcijańska po prostu ma sens. Moglibyśmy pogadać o tym, co chrześcijaństwo ma do zaoferowania na uzasadnienie swojej słuszności, ale ponieważ to forum rodzimowiercze, chciałem najpierw dowiedzieć się, czy coś takiego ma do zaoferowania rodzimowierstwo

Wszyscy wierzący odkąd takowymi się staną, zajmują się obroną wiary – w tym nie ma nic dziwnego, w końcu zazwyczaj bronimy swoich przekonań. Jedni tworzą w tym celu teorie filozoficzne lub dają swoim życiem przykład, inni po prostu wywyższają swoją wiarę ponad inne, często je przy sposobności obrażając. Aczkolwiek sądzę, że w wypadku chrześcijaństwa lepiej broni się Tomasz z Akwinu od chrześcijan starożytnych.
Mam jednak i inne pytanie. Co wg Ciebie chrześcijaństwo ma do zaoferowania na uzasadnienie swojej słuszności – wtedy będziemy lepiej wiedzieć, o co dokładnie Ci chodzi i będzie się można odnieść do rodzimowierstwa. Bo być może co innego uznamy za zasadne. Dla jednych cuda są dowodami tego, że dana wiara jest prawdziwa – dla innych zaś nie. Jednym wystarczy spójny wywód filozoficzny – innym potrzebny będzie bezsprzeczny dowód fizyczny czy biologiczny.

Elifelecie, swoją drogą, wyglądasz mi na kogoś, kto kształci się (niekoniecznie poprzez szkołę) w kierunku teologiczno-filozoficznym. Mam rację?

Ps. Chyba mamy to samo wydanie NT :laugh: A przynajmniej tak podejrzewam po użytym w cytatach tłumaczeniu.
Czy szczęśliwi są ludzie,
Którzy żyją w ułudzie?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Dlaczego rodzimowierstwo? - pyta chrześcijanin 1 tydzień 6 dni temu #8733

@Gryzek
A swoją drogą, mógłbym spytać jakie to są, te powody, żeby uznawać, że to Bóg stworzył świat?

Odnoszę się do tego nieco niżej, w odpowiedzi na pewne kwestie poruszone przez Vilkana ;)

@Vilkan
(...) rozwiń, o jakie pytania Ci chodzi (w odniesieniu do wiary dogmatycznej).

Najogólniej rzecz biorąc, chodzi o pytania przede wszystkim o naturę rzeczywistości: jej pochodzenie i ostateczny cel, jak i o to, kim ja w całym tym systemie jestem i jaki jest cel mojego istnienia; ale również o to, czy nasza (ludzka) moralność ma jakiekolwiek obiektywne podstawy - czy istnieją jakieś ostateczne zasady określające to, co jest dobre i prawdziwe, czy może raczej nasza moralność to nic więcej niż wypadkowa wielu różnych czynników - biologicznych, kulturowych i tak dalej.
Rzecz jasna, chrześcijaństwo nie jest jedyną religią, która udziela godnych uwagi odpowiedzi na te pytania; odpowiedzi, które są atrakcyjne na tyle, by przyjęło je wielu ludzi. I to właśnie miałem na myśli: to, że odpowiedzi (lub pewna liczba odpowiedzi, z których można wybierać) udzielane przez jakąś religię osobiście mi "pasują", nie jest dla mnie wystarczającym powodem, by tę religię przyjmować - ponieważ nie stanowi to dowodu na zgodność tej religii z rzeczywistością.
A także powiedz, czy rzeczywiście chrześcijaństwo – jako w końcu wiara dogmatyczna – jest zgodna z Tobą czy może są takie sfery, w których to Ty musiałeś się do chrześcijańskich zasad przystosować.

Dobre pytanie. Moje słowa (to znaczy Twoje, ale powtórzone przeze mnie i odniesione do chrześcijaństwa ;) ): "Jest to wiara, która zgadza się z moją tożsamością, bo z jednej strony ma swoją szczególność, swój motyw duchowości, z jakimi się mogę utożsamiać" dotyczą głównie kwestii chrześcijańskiej kultury (owszem, często posługującej się formami i symbolami zaczerpniętymi z religii przechrześcijańskich). Na przykład, uwielbiam święta Bożego Narodzenia i cały klimat, który im towarzyszy (nie mam oczywiście na myśli całej otoczki komercyjnej); jest coś naprawdę wyjątkowego w śpiewaniu pieśni Chrystusowi w wielkim zgromadzeniu wiernych; chrześcijański sposób patrzenia na świat przemawia do mnie lepiej niż jakikolwiek inny. W skrócie, w kulturze chrześcijańskiej czuję się pewnie, swobodnie (jak u siebie ;) ) i bezpiecznie. Czuję, że jest to wiara w głębokim sensie moja i nasza, jeśli wiesz, co mam na myśli.
I przy tym wszystkim podkreślam, że żadna z tych rzeczy nie świadczy bezspornie na rzecz prawdziwości chrześcijaństwa; co najwyżej stanowi powód, dla którego warto się nim zainteresować.
Czy są sfery, w których musiałem się przystosować do chrześcijańskich zasad? Oczywiście, tak. Ale dopiero wtedy, kiedy chrześcijaństwo stało się dla mnie świadomie dokonanym wyborem, a przestało być jedynie czymś, czego trzymam się dlatego, że odziedziczyłem to po przodkach i że czuję się w nim dobrze.
Jakkolwiek religie są przekonaniami i nie są dowiedzione – nie ma przecież obiektywnych, wiarygodnych dowodów na to, czy prawda leży po stronie rodzimowierstwa, chrześcijaństwa, islamu, hinduizmu, buddyzmu czy innej wiary. Ogólnie wszelkie dowody na słuszność religij nie są zbyt przekonujące, a jednak każda jakieś znajdzie – i zapewne często będą się one powtarzać. Szukać wśród nich zaś rzeczywiście rzetelnych, obiektywnych dowodów ciężko bądź wręcz próżno.

To dość odważne stwierdzenie. "Nie ma obiektywnych, wiarygodnych dowodów na to, po której stronie leży prawda" - rozumiem, że to pewne uproszczenie, skrót myślowy, przez który chciałeś powiedzieć: "Do tej pory nie natrafiłem na obiektywne, wiarygodne dowody na to, po której stronie leży prawda". Bo gdyby ściśle trzymać się tego, co powiedziałeś, musiałoby to oznaczać, że przebadałeś wszystkie dowody, które są proponowane przez wszystkie religie świata, po czym stwierdziłeś, że żaden z nich nie jest obiektywny i wiarygodny. Innymi słowy, potrzebowałbyś wszechwiedzy ;)
Oczywiście, po przebadaniu wielu dowodów podawanych przez różne religie mógłbyś stwierdzić, że zauważasz wśród nich pewną tendencję, to znaczy taką, że nie są zbyt wiarygodne. Tylko że z chrześcijańskiego punktu widzenia - uznającego, że chrześcijaństwo jest jedyną "prawdziwą" religią - stwierdzenie takie po przebadaniu dowodów na rzecz prawdziwości islamu, hinduizmu, buddyzmu i innych wiar jest całkowicie uprawnione ;) A co z dowodami na rzecz chrześcijaństwa? Oczywiście, niektóre z nich (a nawet wiele z nich) nie są zbyt wiarygodne, więc po przebadaniu tychże dowodów również mógłbyś coś takiego stwierdzić. A stwierdzenie to mógłbyś odwołać po przeanalizowaniu "lepszych" dowodów na rzecz chrześcijaństwa.
Oczywiście, wszystko to są jedynie spekulacje - nie znam w końcu dokładnie Twojego procesu dojścia najpierw do ateizmu, a następnie do rodzimowierstwa.
Nie mają też wierzenia takiego stopnia prawdopodobieństwa, aby błędem było nazwać je "niedowiedzionym przekonaniem". Jest to po prostu powiedziane "nieprzyjemnie" – ale celowo ;)
„Nie widzę Boga i często nie czuję Jego obecności, ale mam całkiem rozsądne powody, żeby uznawać, że to On stworzył świat i nim kieruje”.
Tak mógłby powiedzieć i rodzimowierca, i jeszcze wyznający inną religię. Czy jednak na pewno będą to rozsądne powody? Rzeczowe dowodzenie religii najczęściej podejmuje się poprzez filozofię (inne nauki sobie całkiem dobrze radzą bez religii). Filozofia jest oczywiście bardzo szlachetną nauką, ale nie daje pewnych odpowiedzi na wszystkie pytania. Co więcej: zależnie od przyjętego poglądu i nurtu, te odpowiedzi mogą być inne. Zatem filozofią można dowodzić istnienia oraz nieistnienia każdego bóstwa. Chyba że masz na myśli inne rozsądne powody.

Chciałbym coś doprecyzować. Nie uważam, aby istniał "dowód absolutny" na rzecz chrześcijaństwa. Aby takowy istniał, potrzebowalibyśmy przede wszystkim przesłanek, co do prawdziwości których nie mielibyśmy żadnych, absolutnie żadnych wątpliwości. A przesłankami takimi moim zdaniem nie dysponujemy - nie tylko w odniesieniu do istnienia Boga czy bogów, ale w ogóle w jakiejkolwiek sferze życia.
Mówię natomiast o obiektywnych powodach, dla których można by przyjąć prawdziwość rodzimowierstwa czy chrześcijaństwa. Obiektywnych - to znaczy takich, nad którymi może zastanowić się każdy, niezależnie od tego, jakie są jego osobiste odczucia związane z daną wiarą (takie jak utożsamianie się z pewnym motywem duchowości, przywiązanie do grupy wyznającej konkretną religię czy uczucie obecności Boga lub bogów).
Co mam dokładnie na myśli przez takie powody - o tym nieco niżej.

Odnośnie fragmentów NT, które zacytowałem, być może nie wyraziłem się do końca jasno. Nie miałem na myśli tego, jakoby Biblia potępiała czy "wyklinała" zmysły. Żaden z tych fragmentów oczywiście tego nie mówi. Chciałem natomiast podkreślić, że w Biblii wartość wiary leży przede wszystkim nie w tym, że "Wierzę, mimo że nie mam żadnych powodów, żeby wierzyć", albo "Wierzę, mimo że to wbrew logice", lub też "Wierzę, mimo że nie jestem w stanie pogodzić tego ze swoim rozumem", lecz raczej "Wierzę, mimo że nie widzę; wierzę, mimo że nie mam materialnych dowodów na wyciągnięcie ręki; wierzę, ponieważ wiem, komu zaufałem, i mam solidne powody, żeby ufać tej osobie".
A przy okazji, myślę, że jest ogromna różnica pomiędzy rozumem a tak zwanym "zdrowym rozsądkiem". Ale to już inny temat ;)
Z Lewisem się nie zgodzę, a przynajmniej nie całkowicie. Jego wypowiedź można odnieść do niego (choć wątpię, żeby się do niej w zupełności stosował), lecz nie do każdego człowieka.

Oczywiście, że się do niej nie stosował w każdej sytuacji swojego życia. Nikt z chrześcijan nie stosuje się do niej w stopniu idealnym. Właśnie dlatego taką wiarę nazywa Lewis sztuką ;) Jest to więc ideał, do którego dążymy, pewna ogólna zasada, której chcemy się trzymać, nie zaś (niestety) stwierdzenie opisujące nasze codzienne życie.
Po pierwsze: przyjęcie wiary łączy się z powodami pozarozsądkowymi...

Owszem, acz niekoniecznie pozarozumowymi. Wracam więc do rozróżnienia, które poczyniłem powyżej...
...co po prostu można zauważyć, a od czego ciężko uciec.

...oraz do spostrzeżeń dotyczących Twojego stwierdzenia "Nie ma obiektywnych, wiarygodnych dowodów na to, po której stronie leży prawda".
Po drugie – odnosząc się do definicji z wikisłownika – wiarę, skoro przyjmuje się rozumowo, powinno się stale albo choć wielokrotnie weryfikować, a nie jeno raz.

Jeśli pojawią się rozumowe powody, dla których należy tę wiarę zakwestionować, oczywiście pełna zgoda. Natomiast nie należy jej kwestionować z powodów emocjonalnych - takie właśnie jest przesłanie Lewisa w zacytowanym przeze mnie fragmencie Chrześcijaństwa po prostu.
Elifelecie, swoją drogą, wyglądasz mi na kogoś, kto kształci się (niekoniecznie poprzez szkołę) w kierunku teologiczno-filozoficznym. Mam rację?

Masz rację. Gratuluję więc przenikliwości ;)
Ps. Chyba mamy to samo wydanie NT :laugh: A przynajmniej tak podejrzewam po użytym w cytatach tłumaczeniu.

Korzystam z Biblii Warszawskiej, w kręgach protestanckich zwanej popularnie Brytyjką.

No i wreszcie, odnosząc się do głównego tematu rozmowy:
Mam jednak i inne pytanie. Co wg Ciebie chrześcijaństwo ma do zaoferowania na uzasadnienie swojej słuszności – wtedy będziemy lepiej wiedzieć, o co dokładnie Ci chodzi i będzie się można odnieść do rodzimowierstwa. Bo być może co innego uznamy za zasadne. Dla jednych cuda są dowodami tego, że dana wiara jest prawdziwa – dla innych zaś nie. Jednym wystarczy spójny wywód filozoficzny – innym potrzebny będzie bezsprzeczny dowód fizyczny czy biologiczny.

Dwie uwagi wstępne.
Po pierwsze, jeśli jakiś światopogląd - na przykład chrześcijaństwo - jest prawdziwy, albo ogólnie jakieś stwierdzenie na temat rzeczywistości jest zgodne z tym, jaka rzeczywistość jest, to możemy się spodziewać, że będzie wiele różnych dowodów (acz nie "absolutnych", jak wspomniałem wyżej) na prawdziwość tego światopoglądu czy stwierdzenia. Najprostsza ilustracja - jeśli ktoś mi powie, że metr przede mną pali się ogień, i chciałbym rzetelnie zbadać, czy rzeczywiście tak jest, to dowodem może być dla mnie nie tylko światło bijące w moje oczy, ale też ciepło odczuwalne na mojej skórze oraz to, co stanie się z kawałkiem papieru, gdy zbliżę go do domniemanego ognia na odpowiednią odległość. Innymi słowy, jeśli chrześcijaństwo jest prawdziwe (w sensie - to, co mówi o rzeczywistości, jest zgodne z tym, jaka ta rzeczywistość jest), to możemy się spodziewać, że będzie istniał więcej niż jeden sposób dowiedzenia jego prawdziwości. A zatem, będziemy mogli odnaleźć zarówno dowody czysto rozumowe (możemy je nazwać filozoficznymi), jak i historyczne, fizyczne i biologiczne. Mówię to po prostu po to, by podkreślić, że nie mam jakiegoś jednego super-dowodu na prawdziwość chrześcijaństwa; jest to raczej wiele dowodów, które łączą się i wspierają nawzajem. Choć, oczywiście, jedne są bardziej przekonujące, inne mniej; chrześcijanie mają też różne osobiste preferencje co do sposobów uprawiania apologetyki, ja na przykład nie lubię wchodzić w kwestie związane z fizyką czy biologią, bo zwyczajnie nie czuję się kompetentny w tych dziedzinach.

Po drugie, wracając do kwestii "dowodów absolutnych": jak powiedziałem, takich dowodów nie posiadam. Sądzę jednak, że w żadnej sferze życia nie możemy się takimi dowodami posługiwać. Nie podejmujemy decyzji w oparciu o dowody absolutne; natomiast nie powinniśmy ich podejmować również z powodów czysto subiektywnych. Jest jednak droga środka, którą idziemy każdego dnia i którą powinniśmy pójść również w przypadku oceniania słuszności religii. Jest ona całkiem prosta - polega na zadaniu sobie pytania: która teoria najlepiej wyjaśnia to, jaka jest rzeczywistość dookoła mnie? Kolejna ilustracja, najprostsza z możliwych: kiedy budzę się rano i chcę wyjść z łóżka, widzę przed sobą deski podłogi - i stawiam pierwszy tego dnia krok. Jest oczywiście hipotetycznie możliwe, aby akurat te parę desek było złudzeniem albo pewnego rodzaju hologramem, podczas gdy w rzeczywistości przede mną zieje pustka. Ale ponieważ mam w umyśle niezliczone wspomnienia codziennego zakończonego sukcesem wychodzenia z łózka, i ponieważ nie przychodzi mi do głowy żaden rozsądny powód, dla którego ktoś miałby włamać się do mojego pokoju, wyrąbać dziurę w podłodze, ani też sposób, w jaki miałby oszukać moje zmysły - zakładam najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, to znaczy najlepiej wyjaśniające to, co widzę; zakładam, że te deski rzeczywiście tam są. I wychodzę na tym dobrze.
Czy można w sposób absolutny dowieść, że te deski tam są? Nie. Niczego nie możne dowieść w sposób absolutny. Co jednak nie oznacza, że należałoby całkowicie porzucić rozumowe dochodzenie do prawdy i, na przykład, znalazłszy się nagle w obcym, pogrążonym w mroku pokoju, beztrosko wyjść z łóżka, by - być może - spaść w ciemność. A do tego właśnie porównałbym przyjmowanie jakiejkolwiek religii z powodów wyłącznie subiektywnych, takich jak te, o których była mowa w naszej dyskusji.

A zatem: twierdzę, że chrześcijaństwo jest światopoglądem (religią, wiarą, filozofią, bo jest wszystkimi tymi rzeczami i jeszcze wieloma innymi ;) ), który stanowi najlepsze znane ludzkości wyjaśnienie tego, jaki jest świat wokół nas (i tego, że w ogóle jest), jak toczyła się jego historia i jacy jesteśmy my, ludzie.

Odważne stwierdzenie, wiem. A więc konkretny przykład: zmartwychwstanie Jezusa. Sądzę, że teoria, iż Jezus rzeczywiście powstał z martwych, stanowi najlepsze możliwe wyjaśnienie faktów, które są nam znane - a nawet jedyne godne uwagi ich wyjaśnienie.
Dlaczego przywiązuję wagę właśnie do zmartwychwstania? Ponieważ jest to przykład najważniejszy, a to dlatego, że - jak napisał apostoł Paweł, jeden z największych autorytetów chrześcijaństwa: "Jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza" (I Koryntian 15:17); z kolei jeśli zmartwychwstał, to czynem tym potwierdził wszystko, co głosił, a więc prawdziwość chrześcijaństwa, które opiera się na Jego Osobie, czynach i naukach.
A zatem chrześcijaństwo na całym świecie głosi Chrystusa zmartwychwstałego, i wzywa wszystkich ludzi, żeby się do tego zmartwychwstania ustosunkowali. Przedstawia – jak sądzę – spójną, wiarygodną wersję wydarzeń związanych z życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Wersję wydarzeń, która moim zdaniem stanowi najlepsze wyjaśnienie tego, jak potoczyła się historia od połowy I wieku naszej ery. Jeśli natomiast odrzucimy zmartwychwstanie Jezusa jako niewiarygodne, powinniśmy być w stanie przedstawić inne, lepsze wyjaśnienie znanych nam faktów.

Timothy Keller ujmuje to w ten sposób: „Większość uważa, że jeśli chodzi o zmartwychwstanie Jezusa, ciężar dowodu spoczywa na wierzących – to oni muszą obronić zaistnienie tego faktu. To nie zupełnie tak. Zmartwychwstanie nakłada ciężar udowodnienia także na niewierzących. Nie wystarczy uznać, że Jezus nie powstał z martwych. Trzeba znaleźć historycznie wiarygodne, alternatywne wytłumaczenie narodzin kościoła. Trzeba przedstawić inne prawdopodobne wyjaśnienie początków chrześcijaństwa.” (Bóg. Czy są powody, by wierzyć?, Wydawnictwo Friendly Books, s. 273). Z kolei Arlie Hoover: „Możesz zrozumieć, jak się czuję [odnośnie zmartwychwstania], jeśli wyobrazisz sobie, że jesteś podróżnikiem w przestrzeni, który leciał na Marsa w latach od 1900 do 1919. Pierwsza wojna światowa zmieniła bieg całej historii. Wracając do Europy w 1919 roku, możesz nie wiedzieć co się stało, ale na pewno zauważyłbyś, że miało tu miejsce coś wielkiego. Zapytałbyś: Skąd się wzięła Polska? Co się stało z imperiami: tureckim, Romanowów, Habsburgów i Hohenzollernów? Jak bolszewicy doszli do władzy w Rosji? Co zabiło trzynaście milionów ludzi? W jaki sposób Ameryka i Japonia przejęły kontrolę nad większą częścią handlu światowego? Gdyby ktoś poinformował cię o wojnie światowej, byłoby to wystarczające wyjaśnienie. Czuję się tak samo, jeśli chodzi o zmartwychwstanie” (Drogi Agnosie. Listy w obronie wiary, Chrześcijański Instytut Biblijny, s. 260).

Więc jakież to fakty, które domagają się wiarygodnego wyjaśnienia?
1) Pusty grób.
Na podstawie różnych źródeł historycznych (nie tylko chrześcijańskich, ale również żydowskich i pogańskich) możemy stwierdzić, że I wieku w Palestynie żył ktoś taki jak Jezus, nauczał, gromadził uczniów, po czym został stracony za zwodzenie ludu. A pewien czas po Jego śmierci Jego uczniowie zaczęli rozgłaszać, że wielokrotnie widzieli Go zmartwychwstałego. Gdyby Jego ciało wciąż znajdowało się w grobie, dlaczego żydowscy przywódcy – prześladujący rodzący się Kościół – nie wydobyli ciała Jezusa z grobu i nie wystawili na widok publiczny, by rozwiać wszelkie wątpliwości? Albo po prostu nie skierowali ludzi do grobu, by zobaczyli, że wszystko jest na swoim miejscu?
2) Świadectwa naocznych świadków.
Ewangelie to nic innego, jak spisane relacje świadków, którzy oglądali śmierć Jezusa, a następnie twierdzili, że wielokrotnie widzieli Go żywego. Również apostoł Paweł w I Liście do Koryntian, spisanym prawdopodobnie w latach ’50 I wieku (a więc około dwadzieścia lat po śmierci Jezusa), zawarł takie słowa: „Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism, i że ukazał się Kefasowi [Piotrowi], potem dwunastu; potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli; potem ukazał się Jakubowi, następnie wszystkim apostołom; a w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi” (15:3-8). Ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje – mówi Paweł. Keller komentuje: „Paweł napisał ten List do kościoła, więc był to dokument publiczny, przeznaczony do odczytania na głos. Apostoł zachęcał wszystkich wątpiących w ukazanie się Jezusa komukolwiek po swojej śmierci, by udali się do naocznych świadków i porozmawiali z nimi, jeśli tego chcą. To było odważne wezwanie i ktoś mógł z łatwością na nie odpowiedzieć, tym bardziej że w czasach pax Romana podróże w basenie Morza Śródziemnego były łatwe i bezpieczne. Paweł nie postawiłby takiego wyzwania, gdyby nie było naocznych świadków zmartwychwstania.” (Bóg. Czy są powody, by wierzyć?, s. 275).
3) Nagłe powstanie chrześcijaństwa.
Znowu cytuję Hoovera: „Co zmieniło, przestraszonego pytaniami kobiety, Szymona, syna Jonasza w Piotra – nieustraszonego kaznodzieję, który sprzeciwił się Sanhedrynowi, głosząc ewangelię po całej Jerozolimie? Co zmieniło Jakuba, sceptycznego, rodzonego brata Jezusa, w Jakuba Sprawiedliwego – przywódcę wczesnego kościoła w Jerozolimie? Co zmieniło Saula z Tarsu, arcyfaryzeusza, najzacieklejszego wroga wiary, w Pawła – apostoła pogan? (…) Jak to możliwe, aby bez zmartwychwstania wystraszeni naśladowcy ukrzyżowanego „Mesjasza oszusta” stali się zaczątkiem wojującego kościoła, społeczności, która przetrwała przez dziewiętnaście wieków? Możesz być wystarczająco uprzedzony, aby odrzucić wszystko, co znajduje się w Nowym Testamencie, ale nie możesz potraktować kościoła jako legendy. Do 64 roku była to już potężna siła w Imperium Rzymskim, jak można wywnioskować ze świeckich źródeł. Kościół musi mieć jakieś wytłumaczenie. (…) Co spowodowało, że żydowscy chrześcijanie zmienili czas nabożeństw z soboty na niedzielę i nazwali ją później „Dniem Pańskim”? Co spowodowało, że żydowscy chrześcijanie zaakceptowali Jezusa jako Mesjasza, szczególnie jeśli Prawo jasno mówiło, że człowiek powieszony na krzyżu jest przeklęty przez Boga (5 M 21,23)? Co spowodowało, że żydowscy chrześcijanie zmienili swój historyczny monoteizm i „rozszerzyli” osobę Boga, przyznając bóstwo Jezusowi (Flp 2,6)? Dlaczego żydowscy chrześcijanie nazwali Jezusa Panem (kyrios) – termin używany w Starym Testamencie dla określenia Jahwe?” (Drogi Agnosie…, s. 259-260). A wszystkie te zmiany zaszły w ciągu niecałych dwudziestu lat. Nie może być więc mowy o powolnej ewolucji religii – raczej o jakimś rewolucyjnym wydarzeniu, które zmieniło życie tysięcy ludzi.
4) Męczeństwo apostołów.
„Pascal powiedział kiedyś: „Gotowy jestem uwierzyć tym świadkom, którzy dali swoje gardła”. Mity nie wzbudzają zbyt wielu męczenników, Agnosie. Większość pierwszych apostołów zginęła śmiercią męczeńską za głoszenie zmartwychwstałego Chrystusa. Jeśli podstępnie próbowali rozszerzyć nową wiarę po świecie, czy musieli posuwać się do oddania za nią życia? Kiedy człowiek doświadcza prześladowania, pogardy, bicia, więzienia i ostatecznie śmierci za poselstwo, które głosi, ma dobry powód do tego, by dokładnie przeanalizować podstawy własnych przekonań. Jest niezwykle nieprawdopodobne, aby pierwsi uczniowie upierali się przy wyznawaniu prawd, które wyznawali, gdyby Jezus faktycznie nie zmartwychwstał.” (tamże, s. 259). Oczywiście, wyznawcy wielu religii oddają życie za swoją wiarę; ale nikt nie idzie dobrowolnie na śmierć za coś, o czym wie, że od początku było kłamstwem. A apostołowie twierdzili właśnie, że byli naocznymi świadkami zmartwychwstałego Chrystusa.

Wszystkie te fakty domagają się wyjaśnienia. I podczas gdy myśliciele i naukowcy niechrześcijańscy proponowali już wiele teorii alternatywnych wobec zmartwychwstania, to żadna z nich nie wyjaśnia wszystkich faktów, każda ma luki i kruche podstawy. Stąd, poszukując najbardziej prawdopodobnego wyjaśnienia znanych nam faktów, uznaję, że Jezus zmartwychwstał, a więc jest Tym, kim twierdził, że jest: Panem rzeczywistości – jedynym jej Panem.

Na koniec dodam, że mimo iż rozumowo jestem przekonany o przebaczeniu wszystkich moich grzechów przez Chrystusa, to emocjonalnie czuję jednak ciężar winy z powodu długości tego posta ;)
Ostatnio zmieniany: 1 tydzień 6 dni temu przez elifelet.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Logowanie

Najbliższe święto

Szczodre gody 23.12.2017 20:00 35 Dni Szczodre gody
1996-2017 Rodzima Wiara
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος