Jest pan jedną z bardziej znanych postaci w polskim, współczesnym neopogaństwie. Pana nazwisko pojawia się nie tylko w większości pism neopogańskich ale również w prasie ogólnopolskiej. Jak to się stało, że swoje zainteresowania skierował Pan właśnie w tym kierunku? Dziękuję za taką opinię o mojej osobie.

Trudno jest mi określić dokładnie źródła moich "zainteresowań" - chociaż nie jest to właściwe sformułowanie, bo mówimy tu raczej o sposobie patrzenia na świat, społeczeństwo i siebie samego, o samej istocie mojej osoby, która kształtuje moje myślenie, postępowanie i planowanie. To znacznie więcej niż zainteresowanie, hobby, to "ja" w całej rozciągłości. Co zaś się tyczy źródeł, to jak wspomniałem nie jestem zdolen wskazać ich bezpośrednio, gdyż przekonania jeśli szczere, i chociaż w warstwie rozumowej są kształtowane w procesie edukacji i samo-rozwoju, to wypływają z podświadomości i nie wiemy do końca, czy to element ziemi, czy krwi spowodował ich aktywizację.

Jedno jest pewne, przekonania - przynajmniej w moim wypadku - idą w parze i harmonizują się z osobowością, charakterem i sposobem bycia. Można powiedzieć, że w swej postawie byłem "pogański" (choć to brzmi zabawnie) zanim poznałem znaczenie tego słowa i przyjąłem świadomie konsekwencje ideowe. Napisałem kiedyś artykuł pt. "Bryła Idei" - do dzisiaj nigdzie nie opublikowany - w którym wyjaśniam za pomocą pewnej przenośni rozumienie pochodnia wyznawanych szczerze idei. Brzmi to być może dość skomplikowanie, ale chodzi tu o nic innego jak o równowagę pierwiastka świadomego i nieświadomego - symbolicznego, archetypicznego. Na poziomie bardziej przyziemnym mogę powiedzieć że dziedziną historii naszego kraju i ludu zainteresował mnie mój dziadek po mieczu, a zawsze przemawiał do mnie archetyp uchwycony w figurce słowiańskiego woja, który dostałem wieku kilku lat. Jednocześnie nigdy nie odczuwałem więzi emocjonalnej z kościołem do którego posyłano mnie jak większość polskich dzieci. Nie był to oczywiście jakiś uświadomiony, ukierunkowany bunt, ale zwykłe wewnętrzne przekonanie o sztuczności mojej obecności w tej instytucji, który pojawiło się u mnie bardzo wcześnie.

Jest Pan jednym z założycieli bractwa rycerskiego, zwanego "Drużyną Grodu Trygława". Czy może Pan powiedzieć coś więcej na temat bractwa i jego działalności? Czy to prawda, że Drużyna brała udział w realizowanej przez Jerzego Hoffmana ekranizacji "Starej Baśni"?

Przywiązujemy wielką wagę do odróżnienia pojęć bractwa od drużyny. "Bractwo" odnosi się do grup "rycerskich" odwołujących się do etosu pełnego i późnego średniowiecza. Grupy zaś porządnie zajmujące się kulturą wczesnego średniowiecza - czy to Słowian, czy tzw. wikingów - używają nazwy "drużyna". Jest to dla nas naprawdę bardzo istotne, bo dwa wspomniane środowiska niemal się nie spotykają, posiadając inny typ psychologiczny, inne sposoby organizacji i działania, inne obyczaje, a nawet zupełnie inne miejsca spotkań. Drużyna Grodu Trzygłowa natomiast jest stowarzyszeniem, które skupia bardzo różne osoby i zajmuje się tzw. "odtwórstwem historycznym" w dziedzinie zarówno materialnej jak i społecznej i duchowej kultury Słowian. Odwołujemy się i czerpiemy z tradycji i historii ułożonych w koła koncentryczne, z których najmniejsze ale i najbliższe to nasz region, czyli Pomorze Zachodnie, dalej jest terytorium Polski, teren tzw. lechicki, czyli zachodnia Słowiańszczyzna (wraz z tzw. Słowianami Połabskimi), a w końcu cały kulturowy obszar Słowiańszczyzny. Co do "Starej Baśni" to prawda, braliśmy udział w przygotowaniu i ekranizacji tego filmu. Byłem pierwszym spośród grup historycznych, który skontaktował się z Jerzym Hoffmanem i zaproponował współpracę. Znalazłem zainteresowanie naszym wykładem i tak to się potoczyło.

Działalności Drużyny musi przyciągać uwagę wielu ludzi. Czy nie myślał Pan, by to zainteresowanie wykorzystać do propagowania tradycji i kultury słowiańskiej i polskiej?

Celem Drużyny - poza oczywiście realizacją naszych osobistych ideałów, powołań i fascynacji - jest propagowanie rzetelnej wiedzy historycznej i uczynienie z naszej historii powodu do dumy, w taki sposób by była na odbierana jako atrakcyjna. Nie można natomiast takiej działalności w sferze zewnętrznej podszywać grubo ideologią, bo wówczas traci się atrakcyjności i nie jest się w stanie osiągną wyżej nakreślonych celów. Trudno jest odpowiadać za depozyt wiedzy, który złoży się u zainteresowanego widza. Nie można wymagać, by on rozumował w taki sam jak ja sposób. Ci, którzy posiadają owo "coś" zrozumieją przesłanie i podążą dalej wskazaną ścieżką, większość jednak tego nie uczyni. Jeśli jednak owa większość usłyszy chociaż i zapamięta informacje o przeszłości własnego ludu, to już dobrze, bo to zwiększa świadomość. Tak samo oddziaływujemy na naszych zagranicznych współpracowników. Wcześniej (kilka lat temu) był jeden kierunek wpływów kulturowych - otóż młodzi ludzie w Polsce fascynowali się wikingami i chcieli zakładać grupy do tego etosu się odwołujące. Teraz, poprzez naszą postawę, wagę, doświadczenie udało nam się wytworzyć u niektórych Duńczyków, Anglików, Niemców, czy Szwedów swoistą modę na Słowiańszczyznę. Największym "szykiem" obecnie jest u nich obnoszenie się w elementach stroju czy uzbrojenia słowiańskiego. Wielu z nich poznało nazwy, imiona, atrybuty naszych Bogów, wpisało na mapę swojej świadomości szereg ważnych w Polsce miejsc. Wielu z nich wie teraz kim jest Trzygłów, Perun, czy Świętowit. Kilku nawet deklaruje się jako wojownicy słowiańscy (m.in. pewien Anglik, a nawet Kanadyjczyk!). To jest jakiś konkretny efekt.

Czy to prawda, że jest pan również muzykiem?

Można tak powiedzieć.

Wiem, że poza tym napisał Pan bardzo interesującą książkę dotyczącą stosunków niemiecko-rosyjskich, jest Pan członkiem zarządu Stowarzyszenia na rzecz tradycji i Kultury "Niklot". Stawia to Pana niemalże w gronie ludzi renesansu. Jak udaje się Panu znaleźć na to wszystko czas?

Muszę znowu podziękować za taką ocenę. Rzeczywiście na brak zajęć nie narzekam, a nie zostały tu wymienione wszystkie i oszczędzę tego czytelnikowi, podam tylko jeszcze iż jestem Starszym Ziem Pomorskich Rodzimej Wiary. Cóż, "jak prze wola taka Dola". Nie umiem żyć bez celu i w bezruchu. Posiadam ową Wolę Mocy, która każe mi działać i realizować swoje zamysły i pomysły, a przy okazji zbliżam się do wyznawanych przez samego siebie ideałów, tzn. skoro mówimy, iż tylko potomstwo i działo życia czynią człowieka nieśmiertelnym, to próbuje sobie ową nieśmiertelność zapewnić. Do tego oczywiście jeszcze bardzo daleka droga, ale kilka kroków na niej już postawiłem.

Ruch neopogański staje się ostatnio coraz bardziej popularny. Widać to choćby po ilości pojawiających się witryn internetowych o tej tematyce. Niestety często sami zainteresowani nie wiedzą, o co tak naprawdę chodzi w neopogaństwie. Czy nie uważa Pan, że warto było by spróbować ujednolicić ideologię ruchu i wyznaczyć kierunki jego rozwoju? Na przykład określić, czy ma opierać się na panteizmie, czy może henoteizmie?

Rzeczywiście jest to bardzo istotny problem. Otóż szczególnie w internecie pojawia się bardzo wiele inicjatyw bez konkretnego zakorzenienia, bardzo wiele propozycji ideowych, organizacyjnych, czy wreszcie celowych, niestety równie często zupełnie samozwańczych. Pojawiła się pewna moda - i dobrze - która wykreowana przez kilkuletnią działalność pewnych środowisk, wydaje się być propozycją dla wielu konkurencyjną wobec innych. Problem polega na tym, iż zdarza się że prawem nadgorliwości neofity poszczególne osoby bez wcześniejszego zbadania gruntu "walą na oślep", krytykują, burzą realizowane od lat plany. Wielu, którzy dopiero co się pojawili wydaje się, iż znają recepty na wszelki problemy, sposoby działania skuteczniejsze niż inni, nie zdając sobie sprawy, że na poszczególnych akcjach sprawa się nie kończy, a że wymaga wielu lat mozolnej pracy u podstaw. Tak więc krytyka pojawia się często ze strony osób do niej nieuprawnionych, ze względu na brak ich własnego wkładu czy to filozoficznego, czy organizacyjnego, czy popularyzatorskiego, albo co gorsza ze względu na brak zrozumienia podstawowych idei czy przesłanek. Nie przypadkowo inicjatywy te mają miejsce właśnie w internecie, który faktycznie w swej strukturze jest zjawiskiem skrajnie demokratycznym, gdyż słowo każdej jednostki jest tak samo ważne, nie zależnie od jej walorów osobistych - postawy, wspomnianego wkładu, mądrości, posiadanej wiedzy o doświadczenia. Pojedyncza osoba może zafascynować bogactwem wystroju graficznego swojej strony i stworzyć pozory własnej aktywności i autorytetu. Internet to rzeczywistość wirtualna, a więc potencjalna, która najczęściej nie ma przełożenia na rzeczywistość obiektywną, co powoduje rozdźwięk pomiędzy "aktywnością" w internecie a rzeczywistą obecnością w świadomości i kulturze społecznej. Internet powoduje zjawisko mnie niepokojące, a mianowicie tworzenie z tzw. "neopogaństwa" tworu postmodernistycznego, w który każdy włożyć swoje własne treści i jak w New Age stworzyć własną religię. Oczywiście internet jest znakomitym narzędziem zdobywania najświeższych informacji, bądź wymiany tychże z innymi ludźmi, ale niestety staje się często u młodych ludzi jedynym źródłem, co jest już niedobrym zjawiskiem, gdyż treści funkcjonujące w sieci nie podlegają weryfikacji i często powodują wytworzenie mylnego pojęcia o świecie. Chyba ziszcza się horror science-fiction (choć z korzeniem u Platona) iż oto rzeczywistość przestaje się liczyć a ważne to co wyimaginowane (Freddy Kruger zabijający w koszmarach sennych, "Kosiarz Umysłów", czy Matrix).

Co do henoteizmu, czy politeizmu, to stoję na stanowisku, by rozważania mające określić naukowe klasyfikacje naszej religii pozostawić naukowcom, my więc o nazwy toczyć bojów nie będziemy, ale musimy ustalić treść naszych przekonań. To oczywiście zajmie jeszcze bardzo dużo czasu, może dziesięciolecia, ale jasna podstawa już jest i co do niej nie ma wątpliwości. To zaś łączy się z tym co pisałem o tworzeniu własnej religii, bowiem pojawiają się grupy z którymi poza używaniem tej samej nomenklatury (np. "neopogaństwo", czy "Świętowit") Rodzimej Wiary nic nie łączy. Rozdźwięki bowiem dotyczą samej wizji świata, konstrukcji społeczeństwa, roli religii, widzenia Natury itd., a więc spraw podstawowych. Czasami grupy takie używając nazw słowiańskich, w swej istocie filozoficznej bliskie są katolicyzmowi, gnostycyzmowi, czy wreszcie New Age. Rodzima Wiara nie jest dogmatyczna i wiele spraw, nie mając ostatecznego kształtu, podlega dyskusjom, rozwojowi, ale jednocześnie jest zestaw przekonań podzielanych przez rodzimowierców, bezpośrednio zaczerpniętych z Tradycji i historii (a nie z romantycznej wizji), które są odczuwane wewnętrznie, jak te elementy o których pisałem w odpowiedzi na pierwsze pytanie, będące istotą sprawy i jako takie nie podlegają dyskusji. Trudno bowiem tworzyć wspólnotę wyznania, czy idei z kimś kto na te tematy ma zupełnie inny pogląd. Już Jan Stachniuk zauważył, że do nowo powstałego prężnego ruchu o jasnych celach zazwyczaj przyłączają się jednostki wyznające inne cele i nie mogąc dojść do porozumienia tworzą wewnątrz owych ruchów frakcje a w końcu rozłamy, po których nie wiedzieć czemu z uporem maniaka trwają przy starych nazwach ruchu, który opuściły. Tak jest i z tzw. "nepogaństwem" pod którego nazwą kryją się grupy, których od strony idei nic z nim nie łączy, ale nadal używają takiej nazwy - nie wiedzieć czy z przekory, złośliwości, zacietrzewienia, głupoty, czy wreszcie czynią tak na czyjeś polecenie.

Polski neopoganizm bazuje na mitologii słowiańskiej. Wiemy, że niestety w porównaniu np. do mitologii germańskiej, czy celtyckiej nie wiele z niej przetrwało do naszych czasów. Czy uważa Pan, że powinniśmy twardo trzymać się tego co po niej pozostało, czy może raczej uzupełnić ją i dostosowywać do współczesności, a może nawet stworzyć ją od nowa?

Jedno drugiego w żaden sposób nie wyklucza! Im głębiej tkwią nasze korzenie, tym wyżej sięgają gałęzie. Przecież gdy mówimy np. o tradycji germańskiej, to w wielkim stopniu zawdzięczamy ją nie tyle żywej pamięci tego ludu, co jednostce - Snorriemu Sturlussonowi, który dopiero w XIII wieku spisał tzw. Eddę Młodszą. Słowianie posiadają bardzo wiele motywów mitologicznych, które narastały przez tysiąclecia, przecież Tradycja jest wartością żywą, a my nie staramy się cofnąć czasu ani stanu wiedzy do x wieku, ale budować naszą dzisiejszą świadomość i wolę wspólnego jutra na ówczesnej duchowości i sposobach myślenia mitologicznego i społecznego. Zachowujemy jednocześnie wszystko to co narosło w ciągu ostatniego tysiąca lat - podania, legendy, które często przetrwały wyłącznie w formie bajek dla dzieci tradycje - a co jest zgodne z duchem słowiańskiego społeczeństwa tradycyjnego, odrzucamy zaś to co jest temu duchowi obce i szkodliwe. Dlatego czerpiemy z tego wspaniałego dorobku, bo on w akcie parareligijnym pobudza naszą wyobraźnie, zapładnia do działania, cementuje poczucie wspólnoty, wskazuje sposoby postępowania i często ujawnia bardzo głęboki podkład mityczny. Tak jak Stanisław Szukalski pisał we wstępie do dramatu "Krak syn Ludoli", pozbawieni swoich eposów musimy czerpiąc ze sztuki i mądrości ludowej stworzyć te eposy i tym właśnie miał być jego dramat. Dla mnie jest sprawą jasną, że pozbawieni swojego Sturlussona, Homera, czy Hezjoda musimy tworzyć, ale tworzyć w zgodzie z naszym pradawnym duchem i to powinno być zadanie sztuki, naszej sztuki. Bo jeśli Tradycja ma żyć to my musimy utrzymywać ją przy życiu, wszystko zaś co żywe - rośnie, w przeciwnym razie pozostanie tylko opustoszały, niszczejący skansen.

Ideologia neopogańska opiera się na różnych źródłach, ale wszyscy zgodnie zgadzamy się, co do konieczności pozbawienia jej wszelkich śladów chrześcijaństwa. Czy myśli Pan, że jest to w ogóle możliwe i celowe? Przecież głosimy pluralizm wyznaniowy.

Pluralizm wyznaniowy to jedna sprawa, a oczyszczenie naszego własnego światopoglądu z naleciałości obcych i szkodliwych to zupełnie coś innego. Nie mamy zamiaru dokonywać masowych konwersji na wiarę "pogańską", bo to byłoby jej zaprzeczenie. "Neopogaństwa" nie da się nauczyć i wyczytać z jednej, czy wielu ksiąg, to trzeba mieć w sobie, tak jak już pisałem, by co najwyżej doszlifować owe wewnętrzne przekonanie za pomocą wiedzy i rozumu. Część osób - choć niewielka - deklarujących się dziś w wymiarze konfesyjnym jako chrześcijanie, de facto postępuje zgodnie z naszymi założeniami i normami postępowania. Z drugiej strony wielu "neopogan" poza deklaracjami o własnym "pagaństwie" nie wydobyła się z okowów polakatolicyzmu i hołduje polakatolickim przekonaniom, postępowaniu, moralności etc., słowem - pozostaje pod wpływem katolickiej ideomatrycy. Nasze zadanie polega więc nie na odwróceniu akcji Mieszka i ponownym kąpaniu chrześcijan, by stali się "poganami", ale na długiej pracy dążącej do zmiany panujących standardów organizacji i aktywności kulturowej, a jednocześnie na badaniu, rozwijaniu i propagowaniu Rodzimej Tradycji i Kultury we wszelkich ich przejawach, tak by z czasem stworzyć dużą grupę społeczną będącą gotową do podjęcia roli przewodnika polskiej kultury.

I na koniec odrobinę futurologii. Czy myśli Pan, że w perspektywie powiedzmy, najbliższych 100 lat istnieje szansa na to, aby neopogaństwo stało się religią, ideologia powszechnie aprobowaną przez społeczeństwo polskie?

Aprobowaną owszem, jest to nawet nie przypuszczalne, ale zupełnie pewne. Po przejściowych atakach i nagonkach, dojść musi - szczególnie w dzisiejszym świecie - do akceptacji naszego istnienia. Oczywiście ataki się nie skończą, gdyż godzimy w samą podstawę ładu świadomościowego polakatolickiego społeczeństwa. Jednocześnie jednak zdobywać będziemy coraz więcej zwolenników, szczególnie wśród młodych wykształconych, lub kształcących się ludzi, którzy nie stracili jeszcze zapału ideowego i którym wszystko "nie zwisa". Jednostki składające się na swoisty zaczyn naszego ruchu natomiast, zdobywając pozycję zawodową, naukową, czy społeczną przyczyniać się będą do upowszechnienia pozytywnego wzorca rodzimowiercy. Tak dzieje się już dzisiaj, choć jeszcze na mniejszą skalę. Zakładamy, że potrzebne są co najmniej dwa pokolenia, by przewartościować negatywne i bierne postawy społeczne. Trudno natomiast powiedzieć, czy jest szansa, by wizerunek Peruna, Swaroga, czy Welesa (wszyscy oni mają cechy suwerenne) znajdował się np. w polskim parlamencie. Pamiętajmy, że dzieje kultury wskazują na cykliczność pewnych zjawisk, być może więc po okresie laicyzacji doczekamy się powrotu duchowości - ale nie wydaje się by wówczas chrześcijaństwo mogło być dobrą receptą, New Age zaś kładzie nacisk na jednostkę-osobę, a nie na wspólne przeżywanie czy to wiary, czy kultury. Tak więc tu pojawia się szansa dla nas.

Dziękuję za wywiad i życzę wszystkiego najlepszego.

Dziękuję serdecznie

Logowanie

Najbliższe święto

Szczodre gody 23.12.2017 20:00 35 Dni Szczodre gody
1996-2017 Rodzima Wiara
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος