11. Nieuchronność i konieczność śmierci

W otaczającej nas rzeczywistości rozróżniamy pięć warstw, spiętrzonych hierarchicznie i przenikających się nawzajem. Podstawę stanowi nieożywiona przyroda w jej czterech stanach skupienia. Bezpośrednio na niej spoczywają i dzięki niej żyją organizmy bez psychiki, bakterie i królestwo roślin. Rośliny unoszą i podtrzymują przy życiu królestwo zwierząt, stworzeń obdarzonych psychiką. Powyżej rozpościera się obszar człowieka z jego osobowym duchem. Nad nim znajdują się ludzkie wspólnoty wytwarzające zbiorowego ducha. Osobowy i wspólnotowy duch mogą tylko razem, we wzajemnym powiązaniu istnieć.

Najtrwalszą i najbardziej zwartą ze wszystkich wspólnot jest obecnie naród. On jest głównym i najpewniejszym nośnikiem ponadosobowego ducha wspólnoty. W przyszłości być może miejsce narodu zajmą wspólnoty wyższego rzędu - rodowe związki narodów, nadnarody. Duchowe życie narodu ma samoistny byt, rzeczywiście działający w dziejowym wymiarze. Czynny udział jednostki w życiu narodu, w jego rozwoju daje jej możność wzniesienia się do i odczuwania nieśmiertelności w ciągu życia.

Ponad wszystkimi warstwami i zachodzącymi w nich i między nimi zjawiskami rozpościera się i przenika je nieuchwytna bezpośrednio zmysłami i wszechobecna, Boska Prasiła. Ona objawia się nam powszechnymi prawami Przyrody i stałym rozwojem Wszech-Świata.

Prawa Przyrody nie są dobre ani złe. To, co dobre, a co złe, jest miarą człowieczą, nieobiektywną, uwarunkowaną wyznawanymi wartościami, nieodpowiednią dla oceniania praw Przyrody. Trudno jest nam pogodzić się z bólem i cierpieniem w życiu, a najbardziej z jego nieuchronnym kresem. Wszystko wzdraga się w nas na myśl o nieuniknionej śmierci, buntuje się przeciwko niej. Przemijanie napawa człowieka smutkiem, czasem towarzyszącym całemu jego istnieniu. Życie wydaje się bez sensu temu, kto podda się temu zgubnemu nastrojowi, kto nie potrafi przezwyciężyć go czynnym, twórczym, przynoszącym wspólnotom i sobie pożytek życiem, samourzeczywistnieniem, udziałem w rozwoju Świata.

Śmierć ma swe głębokie uzasadnienie, jest przyrodniczą koniecznością. Jednokomórkowce, które choć starzeją się, nie znają śmierci ze starości, ale i nie rozwijają się. One pozostają od setek milionów lat nie zmienione, nie doskonalą się. Ceną rozwoju gatunku jest osobnicza śmierć. Wiadomo, że ciało po śmierci rozpada się na związki i pierwiastki, wchodząc zgodnie z prawem zachowania materii w wieczny jej obieg. Co stanie się z naszym duchem, gdy unoszące go ciało obumrze, gdy ustanie działalność życiowa organizmu, stale podtrzymująca naszą świadomość, naszą psychikę? Na ten temat można wypowiadać się tylko warunkowo, można tylko domniemywać. Brak jest bowiem koniecznego doświadczenia.

Osobowy duch - jaźń, dźwigający ponadosobowego ducha, staje się ostatecznie nieśmiertelny, roztapiając się w tym duchu, wchodząc znów w wieczne krążenie energii, gdy nadejdzie kres bytowania unoszącego go ciała. Jednostkowa świadomość człowieka łączy się na nowo z nadświadomością Bogo-Świata, wraca do swego praźródła.

Nasza psychika nie może zniknąć bez śladu, jakby nigdy nie istniała. To byłoby sprzeczne z zasadą zachowania energii, gdyż osobowość jest splotem energii.Ta energia jest podstawą potencjalnej nieśmiertelnośći narodu jako duchowo-cielesnej zbiorowośći. Także energia wypromieniowana przez Słońce i inne gwiazdy nie ginie, lecz włącza się w wieczne jej krążenie. Jedne gwiazdy obumierają, a inne powstają rozwijają się i przekształcają się dzięki, i pod naporem boskiej woli tworzenia.

Nie ma uzasadnienia, aby przypuszczać, że osobowość mogłaby dalej istnieć bez żywego, dźwigającego ją ciała. Jedynym rozwiązaniem, jakie można przyjąć, jest - zachowując tożsamość rodową - roztopienie się duchowego jestestwa człowieka w boskiej Nieskończoności, jego powrót do niej. W najstarszej warstwie bałtosławskiej mitologii, a współcześnie jeszcze na Huculszczyźnie, dusze ulatują po śmierci ciała ku Słońcu, roztapiając się w Nim i wracając Jego promieniami na Ziemię. Kres życia jest powrotem do tego, z czego wyłoniła się ono, jest nieuchronny. Nie może zatem być ani karą, ani nagrodą.

Śmierć nie ma własnego bytu. Tylko ludowe wyobrażenia, twórczość artystów i poetycka przenośnia nadają jej jakże wymowną postać. Ona nie czyha na nas z kosą, ani nie każe za złe prowadzenie się w życiu. Ona nie wtrąca w otchłań za karę, ani przeprowadza nas do lepszego świata w nagrodę. Śmierć jest zawsze tylko brakiem życia, jego zakończeniem.

Śmierć jest brakiem życia, jak zimno jest brakiem ciepła, jak ciemność - brakiem światła. Daremny jest więc trud chować się, uciekać lub unikać czegoś, co istnieje wyłącznie jako symbol w wyobraźni człowieka. Wszyscy musimy umrzeć, choć tego nie chcemy, bardzo nie chcemy i bronimy się przed tą myślą. Musimy zdobyć się na odwagę i spojrzeć prawdzie w oczy, pozbyć się złudzeń, nie okłamywać siebie samego i mieć zaufanie w Boski Ład, gdy nadejdzie czas odejścia w nieznane.

Rodzima Wiara pomaga przezwyciężać słabość i lęk, słabość w nas samych i słabość Polski. Musimy być surowi, także wobec siebie, nie rozczulać się nad sobą, nie żalić, nie rozpaczać, że życie jest bez sensu, bo nieuchronnie wiedzie ku śmierci. Tylko jedno życie mamy - wykorzystajmy je jak najlepiej. Nie zmarnujmy go na błahostki ani uciekajmy od niego. Wiedząc, że rozporządzamy tylko skończoną ilością czasu, spożytkujmy go jak najlepiej, jak najgodniej, jak najpiękniej. Pokonujmy małość w nas, dążmy do wielkości. Wielkość Polski będzie potęgować wielkość nas samych, Bałto-Sławii i Wszech-Aryi.

Logowanie

Najbliższe święto

Święto plonów 22.09.2017 20:00 31 Dni Święto plonów

Ostatnio na forum

1996-2017 Rodzima Wiara
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος