• Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: Legendy Słowiańskie

Legendy Słowiańskie 9 lata 5 miesiąc temu #797

Proponuję w tym miejscu gromadzić legendy. Myślę, że każdy z nas chętnie o takowych poczyta. Wiele z nich znaleźć można w Internecie, a także w końcu wiele mamy zbiorów w postaci książek.
O wielkim dzbanie Zerywanów

Dawno, trzy a może cztery tysiące lat temu, plemię Zerywanów rozpoczeło budowę
tajemniczego Wielkiego Dzbana. Dzban ów miał zaiste olbrzymie rozmiary i nie był
zwyczajnym naczyniem, lecz wierną kopią Złotego Dzbana zrzuconego przez Bogów z
Nieba wraz z trzema innymi atrybutami boskiej władzy: Złotą Siekierka Peruna,
Złotym Jarzmem Prowego i Złotym Radłem Rgła. Wszystkie te święte przedmioty były
darem dla plemienia złożonego z licznych rodów zerywańskich. Z ziemi mógł je
podjać bez szkody lub przekleństwa tylko człowiek godny tego, by zostać królem.
Lękano się dotknąć jaśniejących darów. Jedynym odważnym okazał się Pirst, syn
starego Kołbia i mądrej Bauby. Pirst został więc pierwszym królem Zerywanów,
założycielem dynastii Pierwopalcych (Pirsztuków), którzy rządzili długo i
szcześliwie.
Po nich królowali Kuksowie, a po nich Milicze (Milcze). Wśród nich jeden, brat
Mrukrzy, był przeklety; zwał się zaś Zeł. Ten wykradł niebiański Złoty Dzban, a
wypedzony uszedł na pustynię z grupą wojów i kobiet. Bogowie rozpętali
straszliwą, burzę i wygubili niemal wszystkich wypędzonych, zaś Dzban został
zasypany na pustyni, i mimo że wielu wytędzów próbowało go odnaleźć, sztuka ta
nikomu się nie powiodła.
Panujący w tym czasie Mrukrza zebrał naczelników rodów i postanowiono ów boski
dar odtworzyć. Budowa trwała wiele lat. Minęło wiele pokoleń, nim Dzban był w
całości gotowy.
Do jego wykonania użyto wielu rodzajów gliny ze wszystkich zakątków Ziemi, i
równie wielu rodzajów wód z różnych rzek oraz mórz. Całość pokryto setkami
obrazów, wypukłymi rzeźbami, ozdobiono ornamentami, rytami i opisano tajemnymi
znakami. Na koniec Dzban pomalowano najwspanialszymi farbami świata, by lśnił
niczym Denga-Tęcza, Pani Barw i Maści. Wreszcie przez czterdzieści dni i
czterdzieści nocy wypalano go w ogniu, podczas gdy dookoła trwała obrzędowa
uczta i rytualne tany. Gdy Dzban ostygł, napełniono go po brzegi świętym miodem,
ściągniętym ze wszystkich, nawet najdalszych zakątków Koliby (Krainy Zerywanów).
Wtedy rozpoczęło się wielkie święto. Olbrzymi niczym góra Dzban otoczono kołem,
śpiewano i tańczono nieprzerwanie przez cały miesiąc (od pełni do pełni
Ksieżyca), spożywając mięso Białych i Czarnych Byków i pijąc miód ze świętego
Dzbana.
Przez jakiś czas potem Dzban był wszystkim dostępny. Każdy mógł przyjść kiedy
chciał, podziwiać obrazy, odczytywać sensy ze znaków i ornamentów, zastanowic
się nad znaczeniem scen, dotknąć każdej wypukłości, nasycić oczy barwą. Szybko
jednak zasłonięto Dzban wielkimi chorągwiami, na płótno których przeniesiono
święte znaki i obrazy z lic Dzbana. Co prawda tak wielkiego naczynia nikt nie
potrafiłby porwać, a nawet poruszyć, ale Opiekunami Dzbana kierowała obawa przed
rzuceniem czaru, szkodą jaka mogłaby wyniknąć z wrażego spojrzenia, albo
uszkodzenia ścian i rysunków przez kogoś złego (jak kiedyś Zeł) czy zawistnego.
U stóp Dzbana zaczęto wkrótce zanosić prośby do Bogów i składać ofiary,
zwłaszcza, że ognia w którym naczynie owo wypalano nigdy już nie zgaszono i stał
się świętym Ogniem Plemienia. Od tej chwili specjalni ludzie, najczcigodniejsi
członkowie zerywańskich rodów czuwali by płonął wiecznie, a gdyby go zaniedbali
groziła im haniebna śmierć. Ci ludzie właśnie stali się kapłanami (wołchwami,
zinisami, żercami, wróżami). Wiedzieli wszystko o świętym Ogniu i Wielkim
Dzbanie, powierzono im również czynienie ofiar na Kamieniu powstałym ze
stwardniałych resztek gliny, tak by były wykonywane na pewno w sposób właściwy i
przypadły Bogom do gustu. Kapłani objaśniali obrazy i znaki ze świętych
Chorągwi, odczytywali wróżby z pęknięć Dzbana i wieszczyli ze smaku zawartego w
nim miodu.
Kapłani owi z obawy o Dzban, Ogień i Kamień nakazali wybudować potężną kapisztę,
która miała osłonić miejsce przed złym wejrzeniem, palącymi promieniami słońca,
chłodem zimy i ulewną nawałnicą. Później świątynię otoczono płotem w kształcie
trójkąta i uczyniono w płocie trzy furtki dla żerców, zinisów i wróżów, zaś
wszystkim innym ludziom zabroniono wchodzić na ten teren. Zaraz potem płot
ukryto za nasypem ziemnym, nasyp otoczono ostrokołem, ostrokół otoczono świętym
gajem, a całe to miejsce otoczono wielką czcią i najwyższym kultem.
Ofiary i modły u Dzbana okazywały się nader często skuteczne. Wkrótce więc Dzban
darzono taką czcią, że tylko oczyszczony postem, ogniem i wodą kapłan mógł
wchodzić do wnętrza świątyni, wstrzymawszy uprzednio oddech by nie skalać
boskiego otoczenia. Nie śmiał też rzucić okiem na sam Dzban, wolno mu było
jedynie zaczerpnąć miodu i patrzeć na chorągwie.
W tym czasie obrzędy przeniesiono na pobliską polanę. Usypano kopiec -
bugryszcze, gdzie wbito kumir - (pal - rzeźbę symbolizujący Boga), przytoczono
kamień ofiarny i wytyczono miejsce dla ognia.
Ogień każdorazowo rozpalano od tego ze świątyni, kapłan przynosił też stamtąd
wróżebny miód w ozdobnym rogu. O kształtach linii i rytów na Dzbanie rozprawiali
już wtedy tylko wtajemniczeni.
Lud zapomniał powoli o skomplikowanych znaczeniach rysunków Dzbana. Samo jego
istnienie okryło się z wolna legendą.
Mijały wieki, plemię Zerywanów rozrastało się i dzieliło. Nadeszły czasy
burzliwe, wojny i zawieruchy, głód, zarazy i nawałnice zesłane z niebios.
Zaczęły się wewnętrzne swary. Któraś z kolejnych wojen przyniosła prawdziwą
klęskę - była to Wojna O Taje. Okoliczne grody i sioła zostały spalone,
świątynia zburzona, a Dzban rozbity przez przeciwników. Było to starcie między
dwoma zerywańskimi królami, z których Bierło z rodu Bardzów ściągnął na
wszystkich gniew Bogów. W okolicznych borach zabrakło zwierzyny, pola uprawne
przestały przynosić plon, rzeki dawać ryby. Mnożyły się choroby i śmierć
dziesiątkowała Zerywanów. Aż step stanał w ogniu, który szedł od krańców ziemi
przy wtórze potwornego trzęsienia gruntu, a potem ulewa zatopiła okolicę po same
wierzchołki gór. Zerywanie rozpierzchli się z Koliby we wszystkie strony świata.
Ich ocalałe z pogromu niedobitki dały początek wszystkim ludom ziemi. Z plemion,
co uszły ku zachodowi słońca jedno zatrzymało się w Ziemi Legiel, w rozległym
rozlewisku potężnej rzeki, u stóp obłego wzgórza. To nazwano Plemieniem,
przewodził im Bełt z rodu Bardzów i Sława (Swawa) z rodu Stawana (Słowana). Z
tegoż Plemienia po śmierci Bełta i Sławy rozeszło się Osiem Ludów na cztery
strony świata, a każdy z tych ludów wział ze soba część skorup po Wielkim
Dzbanie.
O pierwszej czarownicy

Zdarzyło się to dawno, dawno temu, niedługo po stworzeniu świata. W małej wiosce otoczonej gęstymi lasami pomieszkiwała z rodzicami młoda dziewczyna. Źródła nie podają niestety jej imienia, ale wiadomo, że była bardzo rozumna i sprytna, a przy tym nad wyraz piękna i powabna.
Razu pewnego, o bladym świcie, niewiasta wybrała się do lasu nazbierać grzybów. Ledwo tylko zdążyła opuścić wioskę, przemierzyć pole i między drzewa się zagłębić, zerwał się wiatr okrutny, a z nieba polały się strugi deszczu. Szukając schronienia przed ulewą dziewczyna zatrzymała się pod rozłożystym drzewem. A jako że dzień wstawał ciepły i słoneczny, umyśliła zdjąć z siebie ubranie i schować je do koszyka na grzyby, żeby nie zmokło. Jak postanowiła, tak uczyniła i rozebrawszy się do naga, starannie złożyła odzienie i ukryła je pod drzewem w koszyku.
Po pewnym czasie, gdy deszcz przestał padać, roztropne dziewczę ubrało się i zagłębiło w las w poszukiwaniu grzybów. Nagle zza jednego z drzew wychynął kudłaty kozioł o sierści czarnej jak smoła i mokrej od deszczu, który po chwili przeobraził się w zgarbionego starca z długą, siwą brodą. Dziewczynie szybciej serce bić poczęło, rozpoznała bowiem w starcu Welesa, boga magii, zjawisk nadprzyrodzonych i zaświatów.
"Nie lękaj się", rzekł Weles, dostrzegając strach w jej pięknych ciemnych oczach. "Chciałem tylko zadać ci pytanie – jakich czarów użyłaś, by pozostać suchą podczas takiej ulewy, jaka właśnie przetoczyła się nad lasem?"
Rozumna niewiasta zastanowiwszy się chwilę, odrzekła:
"Jeśli zdradzisz mi sekrety swojej magii, ja powiem ci, jak nie dałam się zmoczyć ulewie."
Będąc pod wrażeniem jej urody i wdzięku, Weles zgodził się nauczyć ją wszystkich swoich sztuk magicznych. Kiedy dzień chylił się już ku zachodowi, Weles zakończył powierzać pięknej dziewczynie sekrety, a ona opowiedziała mu, jak to zdjęła ubranie, schowała je do koszyka i ukryła pod drzewem, gdy tylko rozpętała się ulewa.
Weles zorientowawszy się, że został sprytnie oszukany, wpadł we wściekłość. Mógł jednak winić tylko siebie. A młoda niewiasta, poznawszy w ten sposób tajemnice Welesa, została pierwszą na świecie czarownicą, która z czasem mogła swą wiedzę przekazać innym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Legendy Słowiańskie 9 lata 5 miesiąc temu #1749

Proponuję w tym miejscu gromadzić legendy. Myślę, że każdy z nas chętnie o takowych poczyta. Wiele z nich znaleźć można w Internecie, a także w końcu wiele mamy zbiorów w postaci książek.
O wielkim dzbanie Zerywanów

Dawno, trzy a może cztery tysiące lat temu, plemię Zerywanów rozpoczeło budowę
tajemniczego Wielkiego Dzbana. Dzban ów miał zaiste olbrzymie rozmiary i nie był
zwyczajnym naczyniem, lecz wierną kopią Złotego Dzbana zrzuconego przez Bogów z
Nieba wraz z trzema innymi atrybutami boskiej władzy: Złotą Siekierka Peruna,
Złotym Jarzmem Prowego i Złotym Radłem Rgła. Wszystkie te święte przedmioty były
darem dla plemienia złożonego z licznych rodów zerywańskich. Z ziemi mógł je
podjać bez szkody lub przekleństwa tylko człowiek godny tego, by zostać królem.
Lękano się dotknąć jaśniejących darów. Jedynym odważnym okazał się Pirst, syn
starego Kołbia i mądrej Bauby. Pirst został więc pierwszym królem Zerywanów,
założycielem dynastii Pierwopalcych (Pirsztuków), którzy rządzili długo i
szcześliwie.
Po nich królowali Kuksowie, a po nich Milicze (Milcze). Wśród nich jeden, brat
Mrukrzy, był przeklety; zwał się zaś Zeł. Ten wykradł niebiański Złoty Dzban, a
wypedzony uszedł na pustynię z grupą wojów i kobiet. Bogowie rozpętali
straszliwą, burzę i wygubili niemal wszystkich wypędzonych, zaś Dzban został
zasypany na pustyni, i mimo że wielu wytędzów próbowało go odnaleźć, sztuka ta
nikomu się nie powiodła.
Panujący w tym czasie Mrukrza zebrał naczelników rodów i postanowiono ów boski
dar odtworzyć. Budowa trwała wiele lat. Minęło wiele pokoleń, nim Dzban był w
całości gotowy.
Do jego wykonania użyto wielu rodzajów gliny ze wszystkich zakątków Ziemi, i
równie wielu rodzajów wód z różnych rzek oraz mórz. Całość pokryto setkami
obrazów, wypukłymi rzeźbami, ozdobiono ornamentami, rytami i opisano tajemnymi
znakami. Na koniec Dzban pomalowano najwspanialszymi farbami świata, by lśnił
niczym Denga-Tęcza, Pani Barw i Maści. Wreszcie przez czterdzieści dni i
czterdzieści nocy wypalano go w ogniu, podczas gdy dookoła trwała obrzędowa
uczta i rytualne tany. Gdy Dzban ostygł, napełniono go po brzegi świętym miodem,
ściągniętym ze wszystkich, nawet najdalszych zakątków Koliby (Krainy Zerywanów).
Wtedy rozpoczęło się wielkie święto. Olbrzymi niczym góra Dzban otoczono kołem,
śpiewano i tańczono nieprzerwanie przez cały miesiąc (od pełni do pełni
Ksieżyca), spożywając mięso Białych i Czarnych Byków i pijąc miód ze świętego
Dzbana.
Przez jakiś czas potem Dzban był wszystkim dostępny. Każdy mógł przyjść kiedy
chciał, podziwiać obrazy, odczytywać sensy ze znaków i ornamentów, zastanowic
się nad znaczeniem scen, dotknąć każdej wypukłości, nasycić oczy barwą. Szybko
jednak zasłonięto Dzban wielkimi chorągwiami, na płótno których przeniesiono
święte znaki i obrazy z lic Dzbana. Co prawda tak wielkiego naczynia nikt nie
potrafiłby porwać, a nawet poruszyć, ale Opiekunami Dzbana kierowała obawa przed
rzuceniem czaru, szkodą jaka mogłaby wyniknąć z wrażego spojrzenia, albo
uszkodzenia ścian i rysunków przez kogoś złego (jak kiedyś Zeł) czy zawistnego.
U stóp Dzbana zaczęto wkrótce zanosić prośby do Bogów i składać ofiary,
zwłaszcza, że ognia w którym naczynie owo wypalano nigdy już nie zgaszono i stał
się świętym Ogniem Plemienia. Od tej chwili specjalni ludzie, najczcigodniejsi
członkowie zerywańskich rodów czuwali by płonął wiecznie, a gdyby go zaniedbali
groziła im haniebna śmierć. Ci ludzie właśnie stali się kapłanami (wołchwami,
zinisami, żercami, wróżami). Wiedzieli wszystko o świętym Ogniu i Wielkim
Dzbanie, powierzono im również czynienie ofiar na Kamieniu powstałym ze
stwardniałych resztek gliny, tak by były wykonywane na pewno w sposób właściwy i
przypadły Bogom do gustu. Kapłani objaśniali obrazy i znaki ze świętych
Chorągwi, odczytywali wróżby z pęknięć Dzbana i wieszczyli ze smaku zawartego w
nim miodu.
Kapłani owi z obawy o Dzban, Ogień i Kamień nakazali wybudować potężną kapisztę,
która miała osłonić miejsce przed złym wejrzeniem, palącymi promieniami słońca,
chłodem zimy i ulewną nawałnicą. Później świątynię otoczono płotem w kształcie
trójkąta i uczyniono w płocie trzy furtki dla żerców, zinisów i wróżów, zaś
wszystkim innym ludziom zabroniono wchodzić na ten teren. Zaraz potem płot
ukryto za nasypem ziemnym, nasyp otoczono ostrokołem, ostrokół otoczono świętym
gajem, a całe to miejsce otoczono wielką czcią i najwyższym kultem.
Ofiary i modły u Dzbana okazywały się nader często skuteczne. Wkrótce więc Dzban
darzono taką czcią, że tylko oczyszczony postem, ogniem i wodą kapłan mógł
wchodzić do wnętrza świątyni, wstrzymawszy uprzednio oddech by nie skalać
boskiego otoczenia. Nie śmiał też rzucić okiem na sam Dzban, wolno mu było
jedynie zaczerpnąć miodu i patrzeć na chorągwie.
W tym czasie obrzędy przeniesiono na pobliską polanę. Usypano kopiec -
bugryszcze, gdzie wbito kumir - (pal - rzeźbę symbolizujący Boga), przytoczono
kamień ofiarny i wytyczono miejsce dla ognia.
Ogień każdorazowo rozpalano od tego ze świątyni, kapłan przynosił też stamtąd
wróżebny miód w ozdobnym rogu. O kształtach linii i rytów na Dzbanie rozprawiali
już wtedy tylko wtajemniczeni.
Lud zapomniał powoli o skomplikowanych znaczeniach rysunków Dzbana. Samo jego
istnienie okryło się z wolna legendą.
Mijały wieki, plemię Zerywanów rozrastało się i dzieliło. Nadeszły czasy
burzliwe, wojny i zawieruchy, głód, zarazy i nawałnice zesłane z niebios.
Zaczęły się wewnętrzne swary. Któraś z kolejnych wojen przyniosła prawdziwą
klęskę - była to Wojna O Taje. Okoliczne grody i sioła zostały spalone,
świątynia zburzona, a Dzban rozbity przez przeciwników. Było to starcie między
dwoma zerywańskimi królami, z których Bierło z rodu Bardzów ściągnął na
wszystkich gniew Bogów. W okolicznych borach zabrakło zwierzyny, pola uprawne
przestały przynosić plon, rzeki dawać ryby. Mnożyły się choroby i śmierć
dziesiątkowała Zerywanów. Aż step stanał w ogniu, który szedł od krańców ziemi
przy wtórze potwornego trzęsienia gruntu, a potem ulewa zatopiła okolicę po same
wierzchołki gór. Zerywanie rozpierzchli się z Koliby we wszystkie strony świata.
Ich ocalałe z pogromu niedobitki dały początek wszystkim ludom ziemi. Z plemion,
co uszły ku zachodowi słońca jedno zatrzymało się w Ziemi Legiel, w rozległym
rozlewisku potężnej rzeki, u stóp obłego wzgórza. To nazwano Plemieniem,
przewodził im Bełt z rodu Bardzów i Sława (Swawa) z rodu Stawana (Słowana). Z
tegoż Plemienia po śmierci Bełta i Sławy rozeszło się Osiem Ludów na cztery
strony świata, a każdy z tych ludów wział ze soba część skorup po Wielkim
Dzbanie.
O pierwszej czarownicy

Zdarzyło się to dawno, dawno temu, niedługo po stworzeniu świata. W małej wiosce otoczonej gęstymi lasami pomieszkiwała z rodzicami młoda dziewczyna. Źródła nie podają niestety jej imienia, ale wiadomo, że była bardzo rozumna i sprytna, a przy tym nad wyraz piękna i powabna.
Razu pewnego, o bladym świcie, niewiasta wybrała się do lasu nazbierać grzybów. Ledwo tylko zdążyła opuścić wioskę, przemierzyć pole i między drzewa się zagłębić, zerwał się wiatr okrutny, a z nieba polały się strugi deszczu. Szukając schronienia przed ulewą dziewczyna zatrzymała się pod rozłożystym drzewem. A jako że dzień wstawał ciepły i słoneczny, umyśliła zdjąć z siebie ubranie i schować je do koszyka na grzyby, żeby nie zmokło. Jak postanowiła, tak uczyniła i rozebrawszy się do naga, starannie złożyła odzienie i ukryła je pod drzewem w koszyku.
Po pewnym czasie, gdy deszcz przestał padać, roztropne dziewczę ubrało się i zagłębiło w las w poszukiwaniu grzybów. Nagle zza jednego z drzew wychynął kudłaty kozioł o sierści czarnej jak smoła i mokrej od deszczu, który po chwili przeobraził się w zgarbionego starca z długą, siwą brodą. Dziewczynie szybciej serce bić poczęło, rozpoznała bowiem w starcu Welesa, boga magii, zjawisk nadprzyrodzonych i zaświatów.
"Nie lękaj się", rzekł Weles, dostrzegając strach w jej pięknych ciemnych oczach. "Chciałem tylko zadać ci pytanie – jakich czarów użyłaś, by pozostać suchą podczas takiej ulewy, jaka właśnie przetoczyła się nad lasem?"
Rozumna niewiasta zastanowiwszy się chwilę, odrzekła:
"Jeśli zdradzisz mi sekrety swojej magii, ja powiem ci, jak nie dałam się zmoczyć ulewie."
Będąc pod wrażeniem jej urody i wdzięku, Weles zgodził się nauczyć ją wszystkich swoich sztuk magicznych. Kiedy dzień chylił się już ku zachodowi, Weles zakończył powierzać pięknej dziewczynie sekrety, a ona opowiedziała mu, jak to zdjęła ubranie, schowała je do koszyka i ukryła pod drzewem, gdy tylko rozpętała się ulewa.
Weles zorientowawszy się, że został sprytnie oszukany, wpadł we wściekłość. Mógł jednak winić tylko siebie. A młoda niewiasta, poznawszy w ten sposób tajemnice Welesa, została pierwszą na świecie czarownicą, która z czasem mogła swą wiedzę przekazać innym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Legendy Słowiańskie 9 lata 5 miesiąc temu #1763

  • vslavius
  • vslavius Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 40
Sławomirze. Podaj jakieś źródła, bibliografię... Jeśli masz jakieś informacje to kontekst historyczny tych legend... Legendę o dzbanie już gdzieś widziałem, ale wydała mi się trochę obca i literacka jak na typowe podania Słowiańskie, które jak z doświadczenia wiem są raczej prostym przekazem ludowym nacechowanym informacjami podawanymi dosyć dziwnym sposobem
( może to moje odczucia, ale wydaje mi się, że spowodowała top głównie nieznajomość pewnych zjawisk nadnaturalnych i dopiero wiedza całej Słowiańszczyzny w miarę to tłumaczy) i wypełnionym emocjami i odczuciami świadków danych wydarzeń. Legendy o czarownicy nigdy nie słyszałem... Wracając do kontekstu historycznego to czy w ogóle było takie plemię Zerywanów? Nigdy o nim nie słyszałem, na dodatek brzmi trochę obco i nic nie znalazłem o nim żadnych informacji...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Legendy Słowiańskie 9 lata 5 miesiąc temu #1764

Te dwie legendy znalazłem gdzieś w necie, zapisałem sobie i już nie pamiętam, jakie było ich źródło. Co do kontekstu historycznego plemienia Zerywanów to zastanawiam się, czy jest to w ogóle potrzebne? Z tekstu wydaje się, że samo w sobie jest legendarne, coś jak postać naszego Lecha i jego dwóch braci. Z tego co można wyczytać nawet na wikipedii na temat tych trzech bóstw, o których atrybutach mowa, korzenie tej legendy są połabskie.
Coś słabo szukałeś tych informacji :) sam się nie doszukiwałem prawdy, ale proszę, mamy źródło. Wszystko poszło od Białczyńskiego. Szczerze mówiąc coraz mniej mi się więc podoba ta legenda, bo niezbyt się zgadzam z jego teoriami (a raczej hipotezami, bo tworzy niemal jak Długosz).
Źródła legendy o pierwszej czarownicy dopatrzyć się nie mogę.

Wiecie co? Wydaje mi się, że nawet jak nie mamy dowodu, że niektóre legendy pochodzą z czasów naszych przodków, to powinniśmy je zachować z tego względu, że słowiaństwo ma się rozwijać. Nie jest to przecież jakaś nauka historyczna, a nasze życie, nasze serce, nasz umysł. Także nawet jeśli ktoś współczesny wydumał tą legendę o pierwszej czarownicy.. wydaje mi się ona świetna i idealnie pasująca. Dorobku mamy tak mało, że nie powinniśmy zresztą pozwolić sobie na taki przesiew. Tak mało, że powinniśmy zmieszać współczesne wyobrażenia z wyobrażeniami przodków. Takie jest moje zdanie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Legendy Słowiańskie 9 lata 5 miesiąc temu #1765

Ja z kolei słyszałem i czytałem niejednokrotnie legendę o czarownicy. Jest ona dosyć słynną legendą słowiańską.Z kolei nic mi nie było wiadomo o Wielkim Dzbanie..
Postaram się też wstawić nie co podań.
A my hraty i spiwaty as wsji ludy pudy spaty!
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Legendy Słowiańskie 9 lata 5 miesiąc temu #1771

Źródła, Panowie, źródła. Ale pomysł zacny :) Jak się rozwinie i źródła będą dobrze udokumentowane to założę dział w Książnicy dla legend i mitów.
Само слога Славjанa спашава - Свуда пођи, својој кући дођи.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
  • Strona:
  • 1
  • 2

Logowanie

Najbliższe święto

Święto Plonów 22.09.2019 20:00 32 Dni Święto Plonów

Ostatnio na forum

  • Brak postów do publikacji.
1996-2019 Rodzima Wiara
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος