Na zakończenie cyklu o rodzimych bogach Słowian, należy dodać parę słów o istotach wymienianych przez kronikę Jana Długosza, gdyż imiona przez niego podane do dziś pokutują w romantycznych wizjach naszej kultury.

Czytamy w długoszowej kronice, iż Polacy, gdy byli "bałwochwalcami" "wierzyli i czcili mnóstwo bogów i bogiń", po czym podaje imiona Jowisza, Marsa, Wenery, Plutona, Diany i Cerery. Po owym wyliczeniu, podaje słowiańskie ich imiona i określa dziedzinę, którą rzekomo mieli się oni zajmować. Za najwyższego boga uznaje więc Jowisza, którego rzekome imię słowiańskie to Jessa. Mars nosić miał imię Łada, jako "wódz i bóg wojny", któremu "cześć oddawali bardzo dzikimi  obrządkami", Wenera zaś miała być zwana  Dzidzieylą, jako bogini małżeństwa, która błogosławiła potomstwu i darowała "obfitość synów i córek". Bogiem podziemia był Pluton, czyli Nija, opiekun dusz, do którego modlono się o lepszy los pośmiertny. Tym właśnie bogom miała być poświęcona najważniejsza ze świątyń, wybudowana w Gnieźnie.

 

Matrony i dziewice oddawać miały "cześć poprzez składanie jej posągowi wieńców" Dianie, czyli Dziewannie, a rolnicy czcili Cererę "na wyścigi składając jej ziarna zbóż", zwąc ją Marzanną. Dalej autor tłumaczy, że dwie ostatnie boginie zażywały szczególnej czci, gdyż państwo Lechitów leżało pośród lasów, o których starożytni wierzyli, że włada nimi właśnie Diana, a ponieważ kraj ten potrzebował dostatku, stąd wzięła się pozycja Cerery-Marzanny jako "matki i bogini urodzajów". Prapolacy wierzyć też mieli, iż pogoda jest bogiem i zwali ją Pogodą, "był też bóg życia, zwany Żywie". Długosz donosi też o świątyniach, posągach, świętych gajach i kapłanach sprawujących kult, oraz "ofiarach i całopaleniach bydła i trzód, niekiedy zaś z ludzi wziętych do niewoli". W pewnych, określonych dniach roku około Zielonych Świąt urządzane były tłumne igrzyska na cześć owych "gminnych bogów", "odprawiano zaś je przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się oraz inne miłosne pienia (...) z zachowaniem rytuału", a zwano owo święto "stadem".

Długosz kronikę swą pisał w drugiej połowie XV wieku, czyli 500 lat po przyjęciu oficjalnego chrztu (co sam podkreśla), więc nie posiadał informacji o rozwiniętym kulcie bogów. Polegać musiał na źródłach wtórnych, podających imiona rzekomych demonów, których poganie mieli czcić, całość uzupełniał zaś interpretatio romana , czyli wiadomościami o kulturze klasycznej, skąd zaczerpnął hierarchię i pokrewieństwo rzekomego panteonu polskiego. Skąd więc owe niestworzone imiona? Otóż z wcześniejszych kazań i statutów, w których gani się pląsy i śpiewy, "w których wzywają nazwy bałwanów: łado, ileli, jasza, tija, co zwykle praktykują w Zielone Świątki" - kościół tępił wszelkie przejawy wesołości, tańca, czy klaskania, jako cielesne występki z piekła rodem (tak zresztą interpretuje się powstanie swoistego tańca irlandzkiego, w którym ręce są absolutnie nieruchome i przylegają do korpusu, podczas gdy nogi "wywijają" w najlepsze, gdyż kościół zabraniał unoszenia rąk i poklaskiwania, jakoby na uciechę diabła, lud więc ominął takie "przepisy"). Jessa, jest bardzo starym zawołaniem "oby!", zaś Łado to określenie oblubienicy, lub oblubieńca podczas wesela, i występuje jako refren wielu pieśni weselnych, a "ładkować" na Rusi znaczy śpiewać pieśni weselne.

Jednak tradycja poszła dalej, a kolejny pisarz Maciej z Miechowa, powtarzając za Długoszem "poprawiał" go nawet pisząc, iż Polacy czcili bóstwa greckie: "czcili Ledę, matkę Kastora i Polluksa, i bliźnięta z jednego zrodzone jaja, Kastora i Polluksa, o czym można obecnie usłyszeć u śpiewających prastare pieśni: Łada Łada, Ileli, Ileli Poleli (...) Ładą przezywając Ledę, nie Marsa, Kastora Lelum, Polluksa Polelum". Rybakow zauważył, że na Ukrainie, około Czernichowa pod koniec czerwca kobiety odprawiają obrzęd polegający m.in. na rytualnym korowodzie, przy którym wzywa się "Łado!", zachowała się nawet pieśń ruska, jeszcze z XIX w.: "Błohosławy maty, Oja maty, Łado maty, Wesnu zakłykaty, Żywu proważaty". Tak więc romantycy zwykli Ładą nazywać rzekomą boginię wiosny, wesela itd., a nie jak chciał Długosz męskie bóstwo wojny. Co do Lela i Polela, to przypuszcza się, iż pochodzi to od "lejać", czyli kołysać, które było zawołaniem, gdy już sobie polano i wszystko zaczynało się kołysać. Tak więc z wszelkich przyśpiewek i wykrzykników ukuto rzekomy Olimp polski. Marzanna to żadna bogini, ale personifikacja zimy, a może nawet wyłącznie nazwa bałwana, którego paliło się lub topiło z ustąpieniem zimy (patrz podobny rytuał w przypadku Jaryły). Przypuszczano także, iż owa Dzidzieyla, to piastunka, matka, która kołysze dzieci, czyli dzieci leja. Przypuszczać można jedynie, iż Nyja zwiera w sobie element prawdy, gdyż może mieć wspólny trzpień z Nawią, czyli krainą zaświatów, stąd zwroty "pójść do Nyje", lub "bydlić w Nyi".

W innych źródłach rewelacje Długosza potwierdzają się wyłącznie w przypadku Żywi i Pogody, gdyż już Helmold pisał, iż Połabianie czczą boginię imieniem Siwa, co z pewnością odczytać należy, jako Żywa. Ten sam Helmold podał, iż w Płoni w dzisiejszym Holsztynie Wschodnim czczona jest bogini Podaga. Prawdopodobne więc, że Podaga i Pogoda to ta sama istota, nie wiadomo jednak która z form jej imienia byłaby właściwa. Ale skoro Pogoda to pogoda, a Podaga niektórzy wywodzą od "dag" czyli "palić", to być może byłaby to istota faktycznie odpowiedzialna za warunki atmosferyczne, czy nasłonecznienie, które gdy zbytnie może spalić zbiory.

Igor D. Górewicz

Logowanie

Najbliższe święto

Szczodry Wieczór 21.12.2019 20:00 103 Dni Szczodry Wieczór
1996-2020 Rodzima Wiara
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος